BKS – nic nie jest dane na zawsze… cz.6

Sto lat Bocheńskiego Klubu Sportowego to spory okres czasu w ponad siedemsetletniej historii naszego miasta. To niezliczona ilość indywidualnych historii z życia tysięcy ludzi, którzy na przestrzeni tych stu lat związali się na dobre i na złe z Bocheńskim Klubem Sportowym, wpisując się na stałe w jego historię.
Przez całe dziesiątki lat ten wielosekcyjny Klub był drugim domem dla całych pokoleń młodych bochnian, miejscem, w którym wykuwały się charaktery, nie tylko sportowe, wielu późniejszych znaczących obywateli naszego miasta. Miejscem, w którym wynik sportowej rywalizacji nigdy nie był stawiany wyżej od dobrego i godnego wychowywania członków tej społeczności. Władze miasta doceniały znaczącą społecznie rolę Klubu i zawsze – choć w miarę możliwości – wspomagały jego działalność, zaś potrzebę prowadzenia takiej działalności potwierdzały liczne rzesze kibiców i sympatyków obserwujących zawody sportowe. Tak było do końca lat osiemdziesiątych. Jednak od czasu transformacji ustrojowej Klub boryka się z ogromnymi problemami.

Odręczny odpis dokumentu, którego oryginał znajduje się w archiwum bocheńskiego Sądu Rejonowego. Widnieje na nim skład osobowy ówczesnego Zarządu Klubu wraz z adnotacją o „rezygnacji” z odpowiedzialności przez jednego z członków zarządu… Powyższego odpisu dokonała uprawniona osoba z Urzędu Miasta.

Całkowity brak zainteresowania władz miejskich sytuacją finansową Klubu, w połączeniu z porażającą wręcz nieudolnością ówczesnych zarządców BKS-u spowodował w połowie lat dziewięćdziesiątych przekazanie przez tę ekipę obiektów klubowych do mającej powstać spółki akcyjnej z udziałem Miasta i Klubu. Na zwołanym w dniu 13 grudnia 1995 roku Nadzwyczajnym Walnym Zebraniu Członków Bocheńskiego Klubu Sportowego, które miało zadecydować o dalszych losach Klubu, burmistrza Bochni Teofila Wojciechowskiego reprezentowali dyrektor MDK-u, Krzysztof Pławecki oraz członek Zarządu Miasta, Marek Mazur.

Fragment wypowiedzi Pana Jacka Pacuły, ówczesnego, niestety nieżyjącego już prezesa  BKS-u dla Kroniki Bocheńskiej (grudzień 1996) : „…Pan Pławecki ogłosił, że miejski zarząd ma świetny projekt wybawienia klubu z opałów… Obiecywał szybkie powołanie Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji, a w jego ramach miejsce dla piłkarzy BKS, czyli drużyn z IV ligi i A-klasy seniorów oraz dla II-ligowych piłkarzy ręcznych z MDK. Po krótkim czasie przechowania – zapewniano nas, że nie dłużej niż 6 miesięcy – wszystkie drużyny miały być skupione w nowej spółce akcyjnej powołanej po to, by organizować i finansować działalność sportową w Bochni. Pan Pławecki mówił, że taki układ będzie działał perfekcyjnie, a nasze kłopoty finansowe nigdy się nie powtórzą. Towarzyszący mu radny Mazur z aprobatą kiwał głową…”

Choć dobra Klubu (obiekty przy ul. Parkowej) zostały przekazane Miastu w dobrej wierze i po wielu rozmowach prezesa Klubu z burmistrzem oraz zarządem Miasta, władze Bochni dość szybko pokazały, że nie mają zamiaru wywiązywać się z obietnic danych Zarządowi i członkom Klubu. Świetlana przyszłość dla BKS-u okazała się fikcją, ze spółki wyszły przysłowiowe „nici”, ale obiektów Miasto już Klubowi nie zwróciło.

Przypomniałem fragmenty artykułu z „Kroniki Bocheńskiej” z grudnia 1996 roku, w którym w miarę obiektywnie przedstawiono historię przejęcia przez Miasto majątku Bocheńskiego Klubu Sportowego, w dużej mierze pozostawiając czytelnikom ocenę opisywanych zdarzeń… (czytaj Jak uwłaszczano majątek BKS-u)

Ale „diabeł” jak zwykle tkwi w szczegółach, a tego już w tamtym artykule się nie zobaczy. Majątek BKS-u został przekazany przez klubowych likwidatorów w sposób niezgodny z ustaleniami podjętymi na ostatnim Walnym Zebraniu przez uprawnionych do głosowania członków Klubu . Uczestniczyłem w tym zebraniu i byłem świadkiem burzliwej dyskusji, której efektem było wypracowanie i podjęcie uchwały w takim właśnie brzmieniu:

Odręczny odpis dokumentu, którego oryginał znajduje się w archiwum bocheńskiego Sądu Rejonowego.

Proszę zwrócić uwagę na słowa mówiące o „… komunalizacji Klubu polegającej na rozwiązaniu klubu jako Stowarzyszenia i wejścia w struktury Miejskiego Klubu Sportowego łącznie z posiadanym majątkiem…” Pod takim ustaleniem Uchwały podpisali się członkowie i Zarząd Klubu! I żeby nie było niejasności – komunalizacja a darowizna to są dwie różne sprawy: komunalizuje się jakiś podmiot na określonych prawach i warunkach, zaś darowizna jest bezwarunkowa, darujący pozbywa się wszelkich praw i roszczeń! Tymczasem akt notarialny skonstruowany dziesięć miesięcy później (30.10.1996) powołuje się na… umowę darowizny!!! Dokonują jej bezpodstawnie dwaj likwidatorzy klubu, panowie J. P. oraz R. K. Tutaj przypomnienie – uchwała zobowiązywała ich tylko i wyłącznie do wykonania jej zapisów!

Obydwie strony powołują się w tym dokumencie na artykuły 36 i 38 Ustawy z dnia 07 kwietnia 1989 r. „Prawo o stowarzyszeniach” (zaznaczone zielonym kolorem), które brzmią:

 Ustawa z dnia 07.04.1989  „Prawo o stowarzyszeniach” Art. 36. 1. W razie rozwiązania się stowarzyszenia na podstawie własnej uchwały, likwidatorami stowarzyszenia są członkowie jego zarządu, jeżeli statut lub, w razie braku odpowiednich postanowień statutu, uchwała ostatniego walnego zebrania członków (zebrania delegatów) tego stowarzyszenia nie stanowi inaczej.2. W razie rozwiązania stowarzyszenia przez sąd, zarządza on jego likwidację, wyznaczając likwidatora.

Art. 38. Majątek zlikwidowanego stowarzyszenia przeznacza się na cel określony w statucie lub w uchwale walnego zebrania członków (zebrania delegatów) o likwidacji stowarzyszenia. W razie braku postanowienia statutu lub uchwały w tej sprawie, sąd orzeka o przeznaczeniu majątku na określony cel społeczny.

Nie rozumiem, jak można powoływać się na powyższe paragrafy działając odwrotnie do ich znaczenia. I że to wszystko było „zaklepywane” bez skrupułów i w poczuciu całkowitej bezkarności. Bez względu na to, że hojni pseudo-likwidatorzy nie mieli żadnych uprawnień do zmiany ustaleń zawartych w uchwale walnego zebrania członków i tym samym poświadczyli nieprawdę! Jako byłemu wychowankowi BKS-u i wieloletniemu działaczowi tego Klubu wprost w głowie się nie mieści jak można było w pełni świadomie zgodzić się na taką manipulację!? Inna sprawa, że przez całe lata nikogo z klubowych działaczy to nie obchodziło. Nawet wtedy, gdy w październiku 2011 roku napisałem o tej sprawie w artykule (BKS – czy kogoś to jeszcze obchodzi?), a potem przez ponad pięć lat, aż do końca upływającej w 2016 roku prawnej karencji dla tej likwidacji nagłaśniałem tę historię i bezskutecznie próbowałem kogokolwiek nią zainteresować, nie będąc już czynnym działaczem Klubu. Jedyną osobą, na której pomoc mogłem liczyć był radny miejski p. Janusz Balicki, który wystąpił z interpelacją do burmistrza i przekazał mi otrzymane od niego kserokopie dokumentów dotyczące opisywanej przeze mnie sprawy. Jednego odpisu tam tylko nie było, tego najważniejszego, czyli Uchwały Nadzwyczajnego Walnego Zebrania Członków BKS z 13.12.1995 r.! Była za to ciekawa adnotacja burmistrza, którą zacytuję:

„Informuję również, że w sprawie udostępnienia powoływanej w w/w dokumentach uchwały Nadzwyczajnego Walnego Zebrania Członków Bocheńskiego Klubu Sportowego z dnia 13.12.1995 roku, dotyczącej komunalizacji Klubu, polegającej na rozwiązaniu Klubu jako stowarzyszenia i wejściu wraz z posiadanym majątkiem w struktury Miejskiego Klubu Sportowego należy wystąpić do Bocheńskiego Klubu Sportowego, gdyż Urząd nie dysponuje tym dokumentem…”

Pod tą odpowiedzią figurują podpisy obecnego burmistrza i ówczesnej wiceburmistrzyni. Tylko „zapomnieli” oni dodać, że ów dokument jest schowany przez ten właśnie Urząd w archiwach Sądu Rejonowego w Bochni!!! Próbowałem go stamtąd wydostać, ale zostałem poinformowany, że udostępniony on może być tylko uprawnionej osobie z Urzędu Miasta. Umożliwił mi to dopiero p. radny J.Balicki, który zrobił odręczne odpisy dokumentów, a kserokopie w powyższym artykule przedstawiłem.

Na zakończenie nie odmówię sobie zacytowania końcowego fragmentu pisma burmistrzowskiej pary w odpowiedzi na ową interpelację radnego: – „…Ponadto informuję, że MOSiR udostępnia Stowarzyszeniu BKS bezpłatnie boiska wraz z trybunami przy ul. Parkowej oraz w Chodenicach, zarówno do rozgrywania meczów jak i prowadzenia zajęć treningowych. BKS korzysta również z pomieszczeń magazynowych, w tym pralni i suszarni pomieszczeń biurowych, sali konferencyjnej do obrad Zarządu, sprzętu komputerowego, nagłaśniającego oraz w sezonie zimowym z sauny, siłowni i sal sportowych całkowicie bezpłatnie, nie ponosząc ŻADNYCH kosztów. Ostatnie porozumienie w tej sprawie zostało zawarte w dniu 2 kwietnia 2007 roku.Stowarzyszenie korzysta z tych przywilejów do chwili obecnej… Także w myśl zawartych z MDK umów Stowarzyszenie BKS korzysta na preferencyjnych warunkach z boiska na hali widowiskowo-sportowej oraz pomieszczenia biurowego”.

Nie będę tego komentował… nie dam rady!!! O opinię i komentarze zapytajcie zawodników i działaczy BKS-u…

Za każdym razem, kiedy wracam do tych wspomnień odczuwam coraz większy odruch wymiotny… Ileż czasu i przy pomocy jakich wykrętów i prawnych wygibasów można udawać, że nic się nie stało. Wprzęgać w to bardzo wątpliwy autorytet Miasta i jego niektórych urzędników i mieć stale gębę pełną frazesów, chwaląc się, ileż to łask spływało i spływa na ten niewdzięczny Klub. Szczerze podziwiam ludzi, którzy mimo wszystko mają jeszcze ochotę poświęcać swój czas i często prywatne pieniądze na to ciągle jako-takie funkcjonowanie Klubu. (jzawada)


Ten wpis został opublikowany w kategorii BKS Oldboys. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

1 Response to BKS – nic nie jest dane na zawsze… cz.6

  1. Jan P's awatar Jan P pisze:

    A dlaczego bocheńskie portale i znający temat z tamtego okresu o tym milczą ? Uznanie dla samotnego byłego piłkarza dbających o naświetlenie prawdy !

    Polubienie

Dodaj odpowiedź do Jan P Anuluj pisanie odpowiedzi