Poniższe, dość obszerne wprowadzenie jest niezbędne dla zrozumienia tego, jak można łatwo, jedną bezmyślną decyzją, zniszczyć ogrom pracy i wspólny dorobek wielu pokoleń bochnian. Bezkarnie, nie ponosząc za to jakichkolwiek konsekwencji!
Początki kopania piłki w sposób mniej lub więcej zorganizowany na terenie naszego miasta, według wiarygodnych źródeł przypisane są do roku 1921. Przez pierwsze lata, na różnych placach, w większości położonych na ówczesnych obrzeżach miasta, kopało tę piłkę kilka drużyn skupiających zawodników z różnych społecznie i wyznaniowo środowisk. Place te tylko umownie można było nazwać boiskami piłkarskimi, gdyż nie spełniały wielu podstawowych warunków. Dopiero w 1923 roku ówczesny Urząd Miejski zgodził się na udostępnienie klubowi TS Bochnia terenu sąsiadującego z siedzibą władz Miasta. Właśnie tam, na dzisiejszym Placu Turka, drużyna piłkarska TS Bochnia mogła czasowo rozgrywać swoje mistrzowskie mecze w godziwych warunkach. Dzisiaj możemy sobie zadawać pytanie, gdzie byłoby usytuowane obecne, jedyne piłkarskie boisko w naszym mieście, gdyby w 1927 roku do Bochni nie zawitał pewien młody człowiek, absolwent UJ w Krakowie, który objął posadę lekarza powiatowego. Tym przybyszem był ówczesny piłkarz krakowskiej „Wisły”, Władysław Krupa. Jego olbrzymich zasług, jako lekarza, dla Bochni i społeczności naszego miasta nie muszę przypominać bo są równie znane, tak jak i Jego działalność sportowa, skupię się tylko na przewodnim temacie mojego dzisiejszego „wypracowania” – bocheńskich obiektach piłkarskich. To właśnie dzięki nieustępliwym i w efekcie bardzo skutecznym działaniom Doktora Krupy, powstało w Bochni, u podnóża Uzborni, w ciągu zaledwie dwóch lat, boisko piłkarskie z prawdziwego zdarzenia! Oficjalne otwarcie tego miejskiego obiektu nastąpiło z początkiem 1930 roku.
Łatwo policzyć – niespełna dziewięć lat po pierwszych wzmiankach o zalążkach Klubu, Bochnia staje się posiadaczem pełnowymiarowego stadionu piłkarskiego, blisko centrum miasta. Na całe dziesiątki lat staje się on chlubą naszego miasta. Miejscem ogniskującym najważniejsze wydarzenia, nie tylko sportowe, Bochni i powiatu. Po zniszczeniach wojennych, społecznym wysiłkiem odbudowane i przywrócone miastu i Klubowi.
Tutaj trenowali i rozgrywali mecze nie tylko piłkarze nożni. Do połowy lat sześćdziesiątych, na tym właśnie obiekcie, zacięte II-ligowe boje toczyli piłkarze ręczni drużyn 11-osobowych naszego Klubu, dwukrotni finaliści Pucharu Polski w tej dyscyplinie.

Z kolei, do lat osiemdziesiątych odbywały się tutaj szkolne, lekkoatletyczne Spartakiady Młodzieży w dyscyplinach takich, jak: skok w dal i wzwyż, biegi na różnych dystansach, pchnięcie kulą, rzut dyskiem oraz oszczepem. Bocheński stadion był wyposażony w służące do tego celu skocznie i rzutnie, a także czterotorową bieżnię żużlową o przepisowej szerokości torów. Jeśli porównamy ówczesny stan posiadania z dzisiejszym, oferowanym przez MOSiR… to rezygnuję z komentarza! Codziennie, aż do późnych godzin wieczornych boisko tętniło życiem, a trenująca młodzież mogła się wykazywać sportowymi umiejętnościami.

Podobnie, jak na wielu tego typu małomiasteczkowych obiektach sportowych, przez długie lata grubą przesadą byłoby nazywać płytę naszego boiska „zieloną murawą”. Z prostego względu – trawą nawet nie pokryte, a poprzerastane było zaledwie ok. czterdziestu procent powierzchni płyty. Z czasem jednak zaczęto zwracać coraz większą uwagę na stan nawierzchni boiska. W latach sześćdziesiątych, jak i trochę późniejszych, najprostszym i łatwo dostępnym sposobem poprawy wyglądu i funkcjonalności boiska było uzupełnianie ubytków trawy w najbardziej newralgicznych miejscach, czyli w polu bramkowym i dalej, aż po linię „szesnastek”, poprzez tzw. darniowanie. Wycinano w miarę równe, o grubości kilkunastu centymetrów kawałki dobrze ukorzenionego trawnika z terenu znajdującego się tuż za liniami końcowymi boiska i układano na odpowiednio przygotowanych odcinkach płyty boiska. Następnie, przy pomocy ręcznego walca ubijano je na wysokość pozostałej murawy, a łączenia darni przesiewano nasionami trawy i systematycznie podlewano. Czymś zupełnie normalnym było, że w pracach tych czynnie i obowiązkowo uczestniczyliśmy my, zawodnicy, a także nasi trenerzy i klubowi działacze. W późniejszym okresie zatrudniano już w Klubie osoby, które w fachowy sposób zajmowały się konserwacją płyty boiska pełniąc funkcję tzw. gospodarza obiektu, co jednocześnie w żaden sposób nie wykluczało naszego (zawodników i działaczy) udziału w częstych pracach przy utrzymaniu boiska. Bocheński obiekt przy Parkowej powoli zaczynał nabierać wyglądu prawdziwego stadionu piłkarskiego. Na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych przeprowadzono solidny remont boiska, wykonano drenaż płyty i od tego czasu, w deszczowych miesiącach wiosny i jesieni, bocheńskie boisko przestało przypominać błotniste bajoro, w którym kiedyś musieli taplać się zawodnicy.
Przez wiele następnych lat, dzięki różnego rodzaju zabiegom i wysiłkom klubowych działaczy, stan piłkarskiego obiektu utrzymywany był na całkiem przyzwoitym poziomie. Wreszcie, z początkiem lat dwutysięcznych, gdy stworzyła się szansa na awans piłkarzy do trzeciej ligi, olbrzymim nakładem sił i środków, zarówno władz miasta jak i prywatnych sponsorów, a także ofiarnej pracy zawodników i nas, działaczy Klubu, przeprowadzono kapitalny remont płyty stadionu piłkarskiego. Boisko zostało powiększone do licencyjnych rozmiarów wymaganych w trzeciej lidze. Wymieniono i udrożniono znaczną część wadliwie już działającego melioracyjnego odwodnienia boiska, położono ponad 1000 mkw trawnika w rolkach, eliminując całkowicie ubytki trawy w płycie stadionu. Wymieniono czarną, żużlową nawierzchnię bieżni na czerwoną, z mączki ceglanej. Bieżnię z obu stron otoczono krawężnikiem. Odnowiony obiekt cieszył oko zarówno miejscowych kibiców, jak i przyjezdnych drużyn. Było się czym pochwalić…

O ile z pielęgnacją i prawidłowym utrzymaniem murawy stadionu dawaliśmy sobie radę wspomagając w tych czynnościach gospodarza obiektu, o tyle nie będąca w naszej gestii, sporadycznie konserwowana bieżnia, poprzerastana w wielu miejscach trawą i mchem, z roku na rok coraz bardziej zaniedbana, stawała się szpetnym wizualnie problemem dla pani dyrektor. W MOSiRze narodził się więc pomysł, by zrobić kolejną przeróbkę i tę brzydką, tylko miejscami czerwonawą bieżnię zastąpić tym razem taką, przy której nie trzeba już będzie nic robić – z tworzywa sztucznego. Niezwłocznie przystąpiono do działań i już wkrótce na boisku pojawiły się koparki i inny ciężki sprzęt budowlany.


I tutaj potrzebne jest pewne wyjaśnienie, bo jeśli ktoś mówi, że jakoś złośliwie i z osobistych pobudek krytykuję działalność kierownictwa MOSiRu, to jest to jego problem, nie mój… Ja przedstawiam fakty! Faktem jest, że zdewastowano piłkarski obiekt i było to pokłosiem nierozważnych, jeśli nie dyletanckich decyzji i działań dyrektorki oraz autorów projektu przebudowy bieżni. Już w trakcie dość zaawansowanych prac „remontowych” udało mi się wejść na boisko i porozmawiać z wykonawcą tych robót. Grzecznie przedstawiłem się z nazwiska i jako działacz BKS-u zapytałem o możliwość zapoznania się z dokumentacją techniczną projektu. Wykonawca nie robił żadnych problemów i już wkrótce, po wspólnym i dokładnym sprawdzeniu okazało się, że w projekcie podane są wszystkie szczegóły dotyczące wymiarów mającej powstać bieżni, ale za to w ogóle nie ujęto wymiarów jednej z głównych składowych projektu, czyli boiska piłkarskiego!!! Wychodzi więc na to, że z pełną świadomością zakładano, iż liczy się tylko bieżnia, a z tego, co jeszcze zostanie, zrobi się jakieś tam boisko! Już później wyszło na jaw, że zmian tych, tak jak i w ogóle tego projektu, nie konsultowano z nikim kompetentnym ze strony BKS-u, bocheńskiego Podokręgu Piłki Nożnej, wreszcie Małopolskiego Związku Piłki Nożnej w Krakowie. Bezkarność, czy głupota? Wg. mnie – jedno i drugie!

Finalnym efektem tej radosnej twórczości są dzisiaj dwa kalekie „twory” w sportowej infrastrukturze miasta – niezgodne z obowiązującymi przepisami, pozbawione wymaganych rozmiarów boisko piłkarskie i równie kulawa, miejscami już zapadająca się, poliuretanowa pseudo-bieżnia. Najgorszym zaś było to, że Bocheński Klub Sportowy stracił możliwość rozgrywania na tym obiekcie spotkań nie tylko w wyższej lidze, ale nawet w tej, w której obecnie się znajduje!!! Ta kosztująca ponad pół miliona złotych inwestycja powinna dla bochnian stać się na długie lata symbolem urzędniczej niekompetencji i bezkarnego marnotrawienia społecznych pieniędzy. Jeśli dodać do tego nieremontowane, będące w tragicznym stanie technicznym i śmierdzące w letnich miesiącach gumowym odorem na całą okolicę pobliskie boisko ze sztuczną nawierzchnią, to mamy pełny obraz kompromitujących działań ludzi odpowiedzialnych za sport i obiekty sportowe w Bochni.

To wszystko działo się i dzieje na naszych oczach… Bezczelnie, bez skrupułów, z pełną akceptacją burmistrza i rady miejskiej! W setną rocznicę powstania Klubu, osiemdziesiątą rocznicę oddania do użytku bocheńskiego stadionu piłkarskiego… Zapewne już wkrótce, na szumnie zapowiadanych uroczystościach jubileuszowych, dumnie wypięte klaty magistrackich oficjeli i innych „dobroczyńców” Klubu ozdobią okolicznościowe medale i odznaczenia za wybitną działalność na rzecz Bocheńskiego Klubu Sportowego. Pochwalnym i dziękczynnym przemowom nie będzie końca… Tylko gdzieś tam daleko, w bocheńskiej nekropolii przy Orackiej, spoczywający w rodzinnym grobie śp. Doktor Władysław Krupa chyba przewróci się na drugi bok… Tyłem do UM i Parkowej… (jzawada)
Ps. Wkrótce ulubiony ciąg dalszy… (jz)


Smutny ,ale prawdziwy obraz dyletanckiego podejścia inwestora, zarządcy obiektu, inspektora nadzoru i dyrekcji MOSiR. Stadion stracił jak podnosi J.Z. i funkcje boiska pełnowymiarowego,a namiastka bieżni nie stanowi bazy dla najprostszych zawodów zwykłego czwórboju dla S.P. nie mówiąc o lekkoatletycznej lidze szkół średnich Jedynym podnoszonym przez pseudo fachowców komentarzem był zachwyt nad zielona płyta ogrodzona czerwona bieżnia.Ten stan to usankcjonowana fuszerko- prowizorka.Z tym coś się musi zrobić,nie moznatej,,żaby,, jeść w nieskończoność.
PolubieniePolubione przez 1 osoba
Dziękuję za trafny komentarz. Usankcjonowano nie tylko fuszerkę, ale również bezkarność dyrekcji MOSiR-u. Dopóki ten duet (S.K. i S.B.) będzie zarządzał obiektami sportowymi Bochni, to nic się w tej materii nie zmieni! Ale tylko dopóki…
PolubieniePolubienie