Poruszając jakiekolwiek drażliwe społecznie tematy, trzeba zdawać sobie sprawę nie tylko z odpowiedzialności za słowa, ale także z konsekwencji jakie się z tego tytułu ponosi. Zarówno w wymiarze prawnym, jak i – nazwijmy go – towarzyskim. Doświadczam tego co jakiś czas i na różne sposoby, czy to poprzez straszenie mnie listem adwokackim, czy też „koleżeńskimi” ostrzeżeniami typu „uważaj, bo bardzo skrupulatnie czytam te twoje wpisy…”! Cóż mogę Wam na to odpowiedzieć? Jedynie to, że dzięki moim wpisom na blogu możecie cośkolwiek dowiedzieć się o Klubie, lub poszerzyć swoją skromną wiedzę o Nim – mówię to zupełnie szczerze i bez zbytniej złośliwości.
Ale wracajmy do tematów poruszonych w poprzednich dwóch odcinkach… Porównując zrobione w odstępie zaledwie dwóch tygodni zdjęcia tego samego terenu zapytam, czy jest on aktualnie objęty pracami związanymi z budową zapowiadanego od blisko pięciu lat kompleksu rekreacyjno-sportowego, czy też zaoranym i wybronowanym polem pod uprawy rolne??? No, jak myślicie? Terenem własności UM w Bochni ponoć „zaklepanym” pod tę inwestycję, czy wydzierżawionym na kilka lat przez jakiegoś rolnika??? Czy może testem wiarygodności i skuteczności działania działaczy poprzedniego i częściowo obecnego Zarządu Klubu? Wydaje mi się, że są to pytania retoryczne…

Pytajmy dalej… Czy nie odbyło się utajnione spotkanie przedstawiciela poprzedniego Zarządu Klubu z członkami Rady naszego pięknego grodu w sprawie odsprzedaży deweloperom terenów, na których znajduje się miejski stadion sportowy? Czy ktoś to autorytatywnie zaneguje? Zaprzeczy, że nie było takiego spotkania? I że nie chodzi mi tutaj o to, iż na owym spotkaniu ostatecznie nie doszło do porozumienia w tej sprawie, tylko że z taką handlową propozycją wystąpił ówczesny członek Zarządu BKS-u???
Kolejnymi punktami programu tamtego Zarządu była „poprawa wizerunku Klubu” oraz „wprowadzenie Klubu na wyższy poziom sportowy”… Powstaje pytanie, czy miało się to dokonać poprzez ściągnięcie do Klubu kilku (pięciu?) zawodników z różnych egzotycznych zakątków świata, m.in. z Brazylii i Pakistanu? Bo komuś zamarzyła się znów trzecia liga? Kiedy zapytałem jednego z działaczy, dlaczego nie wprowadzają do pierwszego zespołu własnych wychowanków, czyli juniorów, usłyszałem: -” ale którego? … żaden się nie nadaje!…”. Czyżby tak szybko zapomniano o kolejnym haśle programowym pt. „gotowy plan szkolenia dzieci i młodzieży, który gwarantuje odpowiedni poziom i… produkcję dobrych piłkarzy”? Chciałbym wiedzieć ile „tego” naprodukowano i dlaczego efektem tej produkcji był spadek obydwu zespołów juniorów do lokalnych, „buraczanych lig”??? Że w tym samym kierunku podążył zespół seniorów? O jakim szkoleniu dzieci była mowa? Pod hasłem „dzieci” rozumiem grupy naborowe, a już później, wyłonione z tych najbardziej utalentowanych dzieciaków drużyny trampkarskie, będące naturalnym zapleczem zespołów juniorskich, zaś w kolejnym etapie szkolenia przechodzących do pierwszego zespołu seniorów. Ale żeby tak się to wszystko „kręciło”, powinien być spełniony ten jeden, podstawowy warunek – trampkarze MUSZĄ wrócić do macierzy, czyli do Bocheńskiego Klubu Sportowego. Nigdy, ale to nigdy, w stuletniej historii BKS-u nie było tak okaleczonej sekcji piłkarskiej Klubu, jak za czasów panoszenia się na Parkowej, nieustannie hołubionego przez władze miejskie, MOSiR-u! Dość tego żerowania i czerpania zysków z handlu trampkarzami, szkolonymi tam, przykro mi to mówić, przez trenerów, będących niegdyś czołowymi piłkarzami BKS-u! Chyba również nikomu nie muszę tłumaczyć, jak ułomnym tworem jest klub, w którym nie jest zachowana ciągłość sportowego szkolenia. Jak młody piłkarz może czuć jakąkolwiek więź z Klubem, z którym sportowo, a co dopiero emocjonalnie, nic go nie łączy??? Wreszcie, jak długo jeszcze można pozwalać na to, by trampkarze byli szkoleni w bocheńskim Mosirze, za pieniądze bocheńskiego podatnika dla obcych klubów??? Czy to normalne, że np. w tym roku ANI JEDEN z kończących okres szkolenia trampkarskiego w Mosirze nie zasilił drużyny juniorów BKS-u? Że szkoli się ich tam i sprzedaje do „Puszczy” Niepołomice, oraz kilku krakowskich klubów? Odzyskanie tej piłkarskiej młodzieży dla Naszego Klubu powinno być jednym z priorytetowych działań nowego Prezesa BKS-u i Jego współpracowników. Jestem pełen nadziei, że uda im się tego dokonać, bo pokazują, że można skutecznie działać!

Wreszcie kolejna, nieustająco podnoszona przeze mnie sprawa dotycząca zdewastowanego przez bezkarną samowolę szefowej MOSiR-u, jedynego w mieście boiska piłkarskiego. Przy braku jakiejkolwiek reakcji na tę samowolę zarówno burmistrza Bochni, jak i odpowiadających za prawidłowe wykonanie zadania odpowiednich służb kontrolnych, m.in. nadzoru budowlanego.
Ale o tym i paru jeszcze innych sprawach napiszę wkrótce… (jz)
Ps. Kiedy w 2010 roku założyłem sportowego bloga o nazwie „BKS Oldboys” przyświecał mi jeden, główny cel – nie pozwolić, by pamięć o Bocheńskim Klubie Sportowym i ludziach, którzy tworzyli Jego historię odchodziła w zapomnienie. By wspominanie tych ludzi i wydarzeń związanych z klubową działalnością było dla czytających nie tylko powrotem do przeszłości, ale równocześnie sprawiało im przyjemność i uczyło szacunku do historii i osiągnięć tego zasłużonego dla miasta Klubu. Niestety, dość szybko okazało się, że co rusz trafia się właśnie na tzw. sprawy drażliwe, co siłą rzeczy może generować pewne problemy. Jak już wcześniej pisałem, co jakiś czas straszy się mnie karnymi konsekwencjami za moje niektóre działania. Czasami w sposób absurdalny i „na zapas”. Właśnie w ostatnich dniach do grona „straszaków” dołączył pewien współautor książki o stuletniej historii BKS-u, który na spotkaniu w UM w obecności kilku osób, w tym przekazującego mi tę informację uczestnika w/w imprezy, zaocznie i na wszelki wypadek groził mi strasznymi wręcz konsekwencjami „karno-sądowo-Bóg wie jakimi”, jeśli odważę się kiedyś opublikować w swoim blogu cokolwiek z tego wiekopomnego dzieła. Spoko – nie wezmę nawet tej książki do ręki, obiecuję! Ale pisać nie przestanę, też obiecuję… Zaś wszystkim tym próbującym mnie zastraszyć i każdemu z osobna, dedykuję fragment skeczu pt. „Ucz się, Jasiu…” w wykonaniu artystów niezapomnianego warszawskiego Kabaretu „Dudek”: -„Oni mogą panu majstrowi skoczyć tam, gdzie pan może pana majstra w du*ę pocałować… wężykiem…wężykiem…” (jzawada)

Prawda zawsze zwycięży Panie Józefie ! Jeszcze jest dużo wiekowych osób patrzących na ten bocheński sport pod zarządem UM !!!
PolubieniePolubienie