BKS – Pamiętajmy o Nich… cz.3

Z perspektywy ponad dziesięciu lat prowadzenia bloga tematycznie związanego z dziejami Bocheńskiego Klubu Sportowego można zauważyć, że już coraz trudniej zdobyć jakieś niepublikowane wcześniej materiały, traktujące o jakże bogatej przeszłości tego wiekowego – dosłownie – Jubilata. Czasami jeszcze udaje się je pozyskać od rodzin byłych sportowców, choć przeważnie są to tylko wyrywkowe wspomnienia przekazywane z pokolenia na pokolenie, czy też pożółkłe fotografie, niestety, tylko sporadycznie zawierające opisy ich treści. Na szczęście trafiają się także prawdziwe „perełki”, będące dla poszukującego wielce satysfakcjonującą nagrodą, zaś dla Czytelników mojego bloga zachętą do regularnego zapoznawania się ze stuletnią historią Bocheńskiego Klubu Sportowego.

1931r. Bocheński zespół przed (wygranym 1:0) meczem z „Grzegórzeckim” Kraków. Pierwszy z prawej dziewiętnastoletni bramkarz Mieczysław Rychter.

Bezsprzecznie, taką właśnie „perełką” jest historia jednego z najlepszych przedwojennych piłkarzy naszego Klubu, legendarnego bramkarza Mieczysława Rychtera. Urodzony w 1912 roku już w wieku niespełna dziewiętnastu lat został pierwszym bramkarzem bocheńskiego Klubu, co w w tamtych czasach było nie lada wyczynem – wówczas priorytetem był wiek zawodnika i doświadczenie. Wkrótce zaczęło być głośno o Jego umiejętnościach i świetnej postawie w meczach bocheńskiej drużyny piłkarskiej.

1934r. Piłkarski zespół BKS-u. Stoją od prawej: Rychter, NN, Dyna, Robak, Lewicki, Baj, Żaba I, Reguła Emil, NN?, Żaba III, Żaba II, Mastaj Marian.

Ówczesny system rozgrywek był zdecydowanie różny od późniejszych, aż po obecne czasy ciągle modyfikowanych. Piłkarze z Bochni w latach trzydziestych ub. wieku grali na trzecim, a nawet (krótko) drugim poziomie rozgrywkowym w Polsce! Bocheński bramkarz z sezonu na sezon regularnie zbierał coraz lepsze recenzje za swoje występy, czego naturalnym efektem było spore zainteresowanie ze strony wielu możniejszych klubów, z krakowską „Wisłą” na czele. Potwierdzeniem Jego klasy i wysokich umiejętności niech będzie poniższa rekomendacja w prasie sportowej dla kapitana związkowego, czyli ówczesnego selekcjonera reprezentacji!

Wielka kariera piłkarska stała otworem przed Mieczysławem Rychterem, jednak jego bramkarskie losy potoczyły się w całkiem niespodziewany sposób. Klubem, który pierwszy bardzo konkretnie zadziałał w tej materii okazał się krakowski „Kabel”. Piłkarski zespół tego klubu toczył zacięte boje z bocheńską drużyną – najpierw o awans do klasy „A”, później już na tym właśnie szczeblu rozgrywek. Oto kolejny dziennikarski opis pojedynku tych, chyba niezbyt przyjaźnie do siebie nastawionych drużyn.

Pan Mieczysław otrzymał propozycję pracy w Fabryce Kabli i gry w przyzakładowym zespole. Propozycję przyjął i już wkrótce stał się ulubieńcem kibiców krakowskiej drużyny, prowadzonej wówczas przez węgierskiego szkoleniowca Antona Krizera.

KS „Kabel” Kraków. Pierwszy z lewej trener Anton Krizer, węgierski teść p. Mieczysława.
1937r. Roman Rychter (na pierwszym planie, z piłką) już w zespole „Kabla”… W środku trener Anton Krizer
1938r. KS „Kabel” Kraków w białych koszulkach. Mieczysław Rychter u dołu, pierwszy z lewej.

Choć zainteresowanie jego pozyskaniem przez inne kluby w dalszym ciągu nie słabło, Mieczysław Rychter postanowił jednak kontynuować swoją karierę w „Kablu”. Powód okazał się prozaiczno-romantyczny – otóż na treningi i mecze, wraz z węgierskim trenerem przychodziła często jego urodziwa, czarnowłosa córka Ludwiga. Natychmiast „wpadła w oko” Panu Mieczysławowi, który podjął skuteczne, jak się później okazało, zaloty. Po niedługim czasie byli już parą, a finalizacją związku był ślub w lutym 1939 roku. Zamieszkali w Krakowie-Prokocimiu. Zaraz po wybuchu wojny nastąpiło kilkuletnie rozstanie młodych małżonków, Ludwiga wyjechała na Węgry, zaś Mieczysław wrócił w rodzinne strony. Po zakończeniu działań wojennych postanowili osiąść na stałe w Bochni, gdzie wszystko powoli wracało do życia po latach hitlerowskiej okupacji. Społecznym trudem odbudowano zniszczony stadion, na który wrócili piłkarze z Mieczysławem Rychterem na czele.

Bramkarze bocheńskiego zespołu – z lewej Franciszek Kopacz, obok Mieczysław Rychter
1962r. Z kolegami z BKS-u przed meczem oldbojów. Roman Rychter u dołu, drugi od lewej.

Jeszcze przez kilka następnych lat strzegł On dostępu do bramki bocheńskiego zespołu, by na początku lat pięćdziesiątych zakończyć przerwaną na czas wojenny, doskonale rozwijającą się karierę sportową. Tym bardziej, że już w 1946 roku powiększyła się Jego rodzina – na świat przyszedł syn Roman, kilka lat potem córka Grażyna.

1962r. Juniorzy BKS-u – Roman Rychter stoi drugi od lewej w górnym rzędzie.
Dzisiaj… Komandor w st. sp. dr.inż Roman Rychter

Dorastające dzieci odziedziczyły po Ojcu sportowe pasje. Roman poszedł w ślady Ojca i równie udanie spisywał się w bramce juniorskiej drużyny BKS-u. Dysponując doskonałymi warunkami fizycznymi i potężnym rzutem był również jednym z czołowych piłkarzy ręcznych drużyny MKS Bochnia. Po skończeniu nauki w bocheńskim LO opuścił rodzinne miasto i podjął studia w Wyższej Szkole Marynarki Wojennej w Gdyni. Z miastem tym i żołnierską służbą związał całe swoje dorosłe życie. Jego młodsza siostra Grażyna była również piłkarką ręczną i z dużym powodzeniem grała w zespole MKS, prowadzonym przez trenera Jerzego Widło. Właśnie Pani Grażynie Jaśkiewicz, córce Mieczysława Rychterą, serdecznie dziękuję za udostępnienie zdjęć z rodzinnego albumu, a także za cierpliwe i obszerne zaznajomienie niżej podpisanego z fascynującą historią sportowej Rodziny Rychterów.

Mieczysław i Ludwiga Rychterowie, w pomieszczeniach domu rodzinnego w pobliżu dworca kolejowego w Bochni, prowadzili mały lokal barowy, który był czynny do końca lat siedemdziesiątych. Pan Mieczysław Rychter zmarł w 1966 roku w wieku zaledwie 54 lat.

1949r. Mieczysław Rychter w bramce na bocheńskim boisku. W głębi, za stojącymi kibicami, widoczny nieistniejący już, kryty papą budynek mieszkalny z dobudówką z prawej strony, mieszczącą szatnię i umywalnię dla zawodników (obok dzisiejszego „orlika”)

Historię każdego klubu sportowego tworzą i „piszą” swoimi dokonaniami ludzie – w pierwszym rzędzie zawodnicy, trenerzy i działacze, ale także kibice i sympatycy. Cóż wart byłby wysiłek sportowca, litry potu wylewanego na treningach, serducho wkładane w meczowe pojedynki z przeciwnikiem, kiedy gra się przy pustych trybunach, lub najwyżej dla garstki widzów, często będących tylko osobami bliskimi, rodzinnie związanymi z zawodnikami? Dlatego z olbrzymim sentymentem, ale i pełną satysfakcją będę wspominał lata gry dla mojego Klubu, na stadionie, na którym nigdy nie brakowało życzliwych i spontanicznie reagujących kibiców. Takich, na których zawsze można było liczyć… Teraz, Bocheński Klub Sportowy ogromnie potrzebuje wsparcia. I właśnie takich, jak wtedy, kibiców! (jzawada)

Ten wpis został opublikowany w kategorii BKS Oldboys. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 Responses to BKS – Pamiętajmy o Nich… cz.3

  1. Monika Górkiewicz's awatar Monika Górkiewicz pisze:

    Bardzo piękne wspomnienie o moim Dziadku, ale nie ma w nim ani słowa o mojej Mamie, Krystynie, która wyjechała z Babcią na Węgry. I też była sportsmenką.

    Polubienie

Dodaj komentarz