Z wielkim optymizmem w MS BKS rozpoczęto piłkarski sezon 1977/78. Zawodnikom stworzono świetne, jak na tamte czasy, warunki treningowo-bytowe. Trener Jerzy Nosek mający niezłe rozeznanie w potencjale i umiejętnościach zawodników, z którymi przecież jeszcze niedawno sam grywał, próbował stworzyć nową drużynę na zasadach proporcjonalności, w równym stopniu korzystając z piłkarzy obydwu zespołów. Jakiś czas zdawało to egzamin, lecz na dłuższą metę nie dało spodziewanych efektów.

Wyniki osiągane przez zespół były sporym rozczarowaniem dla kierownictwa Klubu, dlatego też po skończonym sezonie rozwiązano umowę z dotychczasowym trenerem i sprowadzono do Klubu nowego szkoleniowca. Został nim były zawodnik „Hutnika” Kraków, Jan Tyrka, pracujący w hutniczym klubie z zespołami młodzieżowymi. Wraz z nim do Bochni przybyli dwaj zawodnicy „Hutnika”, bramkarz Andrzej Sitek oraz napastnik Wojciech Laśkiewicz. Przygotowania do sezonu rozpoczęto dwutygodniowym obozem kondycyjnym w Kamienicy k/Limanowej i takie zgrupowania, poprzedzające każdą rundę rozgrywek odbywały się już cyklicznie aż do sezonu 1981/82, przeważnie w obiektach wczasowych krakowskiego kombinatu metalurgicznego, w Rabie Niżnej, Szczawnicy, czy Kosarzyskach.


Stworzono optymalne warunki do podjęcia walki o upragnioną w Bochni III ligę. Pierwsza runda nowego sezonu potwierdziła dobrą pracę trenera i drużyny, która tylko w dwóch meczach musiała uznać wyższość przeciwnika. Do drugiej rundy przystąpiono z umiarkowanym optymizmem, wszak poznano już walory najgroźniejszych przeciwników. Były nimi tarnowskie zespoły „Błękitni” i „Tarnovia”, niedawni jeszcze III-ligowcy oraz szerzej wówczas nieznany „Igloopol” Dębica”, będący w początkowej fazie budowania swojej potęgi, zarówno zakładowej, jak i piłkarskiej. Mocno przepracowany okres przygotowawczy i zimowe zgrupowanie w Krościenku n/Dunajcem dawały podstawy do walki o czołową lokatę, jednak „zadyszka” pod koniec rozgrywek i zbyt łatwo stracone kilka punktów dały w efekcie dopiero czwarte miejsce w grupie. Do kolejnego, sezonu 1978/79, drużyna przystąpiła wzmocniona kilkoma kolejnymi, wartościowymi zawodnikami. Najcenniejszym nabytkiem był bez wątpienia rozgrywający Ryszard Zamojdzik, długoletni piłkarz „Cracovii”. Pozyskano również dwóch napastników – z „Wawelu” Kraków Leszka Uniwersała, zaś z II-ligowej „Wisłoki” Dębica Jerzego Cebulę. Dodatkowo, w tym samym czasie, rozbłysnął olbrzymi talent Leszka Kucharskiego, 17-letniego młodzieżowca bocheńskiego Klubu, później czołowego napastnika I-ligowego już wtedy „Igloopolu” Dębica. Na drodze do awansu znów stanęły te same zespoły zespoły – doświadczona „Tarnovia” oraz bogaty, pozyskujący coraz lepszych zawodników „Igloopol”. Sezon 1979/80 był najlepszym pod względem sportowym, w którym uczestniczyłem jako zawodnik. Mimo dwóch porażek w pierwszej rundzie, do samego końca rozgrywek szliśmy w trzy zespoły dosłownie „łeb w łeb”. Po bezbramkowym remisie na stadionie „Tarnovii”, ewentualna wygrana na własnym boisku z „Igloopolem” dawało realną szansę na zajęcie pierwszego miejsca i grę w barażach o III ligę. Mecz ten był sporym wydarzeniem w naszym mieście, a stadion wypełniono do ostatniego miejsca. Pierwsza połowa spotkania dość wyrównana, z szansą na bramkę po strzale Leszka Uniwersała w poprzeczkę. Później było coraz gorzej, a bramki zdobywał już tylko zespół z Dębicy, wygrywając zasłużenie całe spotkanie 3:0. Była to nasza jedyna, ale jakże bolesna, porażka w drugiej rundzie rozgrywek. Okazała się początkiem końca budowanego od kilku lat zespołu… Następny sezon piłkarski 1980/81 toczył się już wg. reguł narzuconych przez zmiany społeczno-polityczne w naszym kraju. Robotnicze protesty nabierały mocy i powoli obejmowały wszystkie sfery życia, nie omijając sportu. Chociaż mogliśmy jeszcze wyjechać na zgrupowanie do Raby Niżnej, to już było wiadomo, że kończy się opieka i „parasol ochronny” ZPH nad bocheńskim Klubem.

Po powrocie z obozu drastycznie zmniejszono zakładowe dotacje, przestano zwalniać zawodników na treningi i pozbyto się trenera Tyrki, korzystającego z zakładowego etatu. Jego miejsce zajął Roman Struzik, nauczyciel WF-u w jednej z bocheńskich szkół podstawowych, były zawodnik II drużyny BKS-u. Trenerski start miał znacznie ułatwiony, bo zespół był dobrze przygotowany do rundy jesiennej przez trenera Tyrkę. Wystarczyło to do zajęcia drugiego miejsca w pierwszej rundzie, z niewielką stratą punktową do liderującej „Unii” Tarnów, kolejnego spadkowicza z III ligi. Przed rundą rewanżową wyjechaliśmy z nowym trenerem na ostatni obóz kondycyjny w zakładowym ośrodku w Rabie Niżnej. Niestety, po powrocie, w rundzie rewanżowej było już tylko gorzej. Pod koniec rundy nastąpiła seria porażek – sześć w siedmiu meczach – skutkująca utratą kontaktu z czołówką tabeli i dość odległym miejscem na koniec sezonu… Sezon 1981/82 przyniósł bardzo duże zmiany. W bocheńskim zespole nastąpiły znaczne ubytki kadrowe. Do USA wyjechał Ryszard Zamojdzik, niedługo potem w jego ślady poszedł Andrzej Sitek. Do Austrii wyemigrowali Władysław Filipek i Leszek Uniwersał, zaś do „Igloopolu” przeszedł Leszek Kucharski. Z gry w bocheńskiej drużynie zrezygnowali także Jerzy Cebula i Józef Zawada – w taki właśnie sposób zakończyła się moja dziewiętnastoletnia przygoda z bocheńską piłką… Tak poważne osłabienie drużyny nie mogło pozostać bez wpływu na wyniki zespołu. Po kilku kolejnych porażkach do dymisji podał się trener Struzik i tym samym pierwszy zespół wrócił do roli IV-ligowego średniaka. Rok później rozwiązała się Rada Patronacka Klubu złożona z miejscowych zakładów pracy, a Klub powrócił do swojej starej nazwy „Bocheński Klub Sportowy”. (jzawada)
Ps. W kolejnym odcinku napiszę o Wojskowym Bocheńskim Klubie Sportowym (WBKS) na podstawie wspomnień znanego, bocheńskiego piłkarza Wojciecha Kujacza… (jz)
