W lipcu 2016 roku, (czytaj: https://bksoldboy.wordpress.com/2016/07/12/miejski-bks-czy-cos-sie-zmieni/) więc prawie rok temu, na mocy długo negocjowanej umowy, bezdomne Stowarzyszenie Bocheński Klub Sportowy stało się Miejskim Bocheńskim Klubem Sportowym, z prawem do użytkowania jednego (sic!) pomieszczenia w budynku przy ul. Parkowej 3. Pomieszczenie to, zgodnie z deklaracją dyrektorki MOSiR-u, miało być oddane BKS-owi do końca 2016 roku. Wkrótce minie rok od deklaracji, a Zarząd i Sekcja Piłkarska Klubu w dalszym ciągu „urzędują” na przysłowiowej ławce przed budynkiem, lub dostają łaskawe zezwolenie na odbycie spotkania w pomieszczeniach MOSiR-u.
Najwyższy zatem czas, by uchylić rąbka tajemnicy o owym pomieszczeniu, skrywanym za obskurnymi, obitymi blachą drzwiami. Ten „ekskluzywny” lokal, o pow. ok. 15-16 m.kw. łączył do niedawna dwie funkcje – totalnie zdewastowanego magazynku na wszelakiego rodzaju rupiecie oraz kibla z umywalką. Z opinii i opowieści ludzi oglądających niedawno to pomieszczenie jednoznacznie wynika, że jest ono w o wiele gorszym stanie, niż sławetne obiekty wojskowe w Legnicy, opuszczone przez Armię Czerwoną!!!
Zniszczona podłoga, brudne, odrapane ściany, gdzieniegdzie z resztkami ceramicznych płytek. Takie oto lokum przeznaczyła dyrektorka MOSiR-u ludziom „gorszego”, bo piłkarskiego sortu… Dodatkowo, następuje to w nadzwyczaj bezczelnej formie – dostaliście lokal, to go sobie teraz wyremontujcie z własnych środków! Całości osobliwego smaczku, a raczej smrodu, dodaje fakt, iż mówi to osoba zarządzająca (od dwudziestu lat!) obiektem, w którym właśnie znajdują się tak zdewastowane pomieszczenia, osoba de facto odpowiadająca za stan techniczny powierzonego obiektu!!! I to przy pełnej akceptacji jej bezpośredniego przełożonego, czyli burmistrza Bochni! A jeśli szanowny Gospodarz miasta nie jest zorientowany „w temacie”, to jeszcze gorzej, bo najzwyczajniej „ktoś” tu z „kogoś” robi, za przeproszeniem, idiotę!
Jaka w tym wszystkim jest rola klubowych działaczy? Przez blisko rok siedziałem cicho. Z wielką nadzieją i sympatią obserwowałem działalność moich młodszych kolegów, którzy z poświęceniem, ale i z wielkim entuzjazmem, nie bacząc na trudy godzenia tego z pracą zawodową, starali się utrzymać ten zasłużony dla bocheńskiej społeczności Klub na „powierzchni ziemi”. Z góry skazani na niechętną „współpracę” z zawiadującą miejskimi obiektami sportowymi dyrektorkę MOSiR-u, a także całkiem śladowe efekty wszelkich prób pozyskiwania tzw. sponsorów dla sekcji piłkarskiej Klubu. Do tego mocno okrojony skład osobowy Zarządu – choć to Ich własny wybór!… (o tym poniżej)…
Ale są sprawy, o których trzeba wreszcie zacząć mówić. Panowie! Jest wiele niekonsekwencji w Waszym działaniu – zaczęliście od szybkiego „wygryzienia” z Zarządu dwóch osób, których przecież sami sobie w dość dziwny sposób (zaocznie!) do tegoż gremium przepchnęliście! Walczycie z tymi, którzy chcieli pomagać? Skupcie się na tych, którzy z urzędu powinni to robić, a najzwyczajniej w świecie olewają wcześniejsze ustalenia.
Dlaczego tak się dzieje – i chyba nie przynosi to żadnej satysfakcji – że efektami Waszej pracy zainteresowanych jest raptem kilkudziesięciu najwierniejszych sympatyków piłki nożnej w mieście? W dodatku wpuszczanych na ogólnodostępny, miejski stadion, bocznym wejściem, przez furtkę, jak jakaś służba? Dlaczego ze stadionu, na którym „na okrągło”mogą trawę wycierać mosirowskie zespoły trampkarsko-rozrywkowe, drużyny BKS-u są wyganiane na „orlika” lub do Chodenic? Co zrobiliście, by odzyskać z MOSiR-u marnotrawiony tam (wszystkie zespoły trampkarzy spadły do niższych klas rozgrywkowych!!!) piłkarski narybek? Przecież ciągłość szkolenia młodzieży oraz szacunek i przywiązanie do klubowych barw zawsze były fundamentem zdrowego i prawidłowego funkcjonowania tego blisko stuletniego Klubu!!! Nie widzicie, że bez tych dzieci i wspomagających ich Rodziców, ten Klub powoli umiera?
Mógłbym tak jeszcze więcej… ale po co? W połowie czerwca mija ostateczny termin Walnego Zebrania Sprawozdawczo-Wyborczego BKS-u. Z pewnością dojdzie do jakichś zmian w klubowych władzach. Życzę mojemu Klubowi pozyskania wartościowych i bezinteresownie oddanych działaczy sportowych. Przychylnych sponsorów i prawdziwych mecenasów sportu. Życzę także ustrzeżenia się przed różnej maści „dobrodziejami” i „filantropami”, którzy, niestety, również się trafiali, zwłaszcza w nie tak odległej historii bocheńskiego Klubu.
Ps. Doskonałą ilustracją byłyby zdjęcia opisywanego przeze mnie pomieszczenia. Niestety, ja nie mam dostępu, a nikt z ludzi, których prosiłem o fotki, nie odważył się zaryzykować. Poniekąd nie dziwię się 🙂
Jeśli zaś chodzi o moją wiarygodność w opisywanym temacie, dysponuję nazwiskami ludzi, którzy pod koniec maja 2017 oglądali w/w lokum i są gotowi potwierdzić opisane fakty. (jzawada)
