Gdy „idzie” drużynie, jest szansa, że troszkę splendoru skapnie i na ciebie, gdy zespół przegrywa, w klubie brakuje kasy, trener robi złe zmiany, komuś nie pasuje kontrakt… wszyscy „jadą” po tobie równo, kibice, jak i twoi podopieczni, czyli zawodnicy. Trener ma prowadzić zajęcia z drużyną, piłkarze mają trenować i grać, ty „tylko” musisz sobie poradzić z pozostałym tysiącem spraw różnych, nie mogących, broń Boże, obciążać skołatanej głowy zawodnika czy trenera. Logistyka rozgrywek, transport na mecze i treningi, badania lekarskie zawodników, zgłoszenia i karty zawodnicze, sprzęt piłkarski, statystyki „kartek” i kar za nie, to codzienność – zaś dla relaksu ciągłe utarczki z grajkami o kasę, brak wolnych weekendów i, tak od święta, pomeczowy „opeer” od kibiców… To zaszczytna fucha pt. „kierownik drużyny”
Trzeba mieć doprawdy końskie zdrowie i twardą d… , by podjąć się takiej działalności. A robić to przez prawie trzydzieści pięć lat i to w Bochni, to rekord godny Księgi Guinessa!
Tyle „wytrzymał” Władysław Wójcik, związany z naszym Klubem od 1975 roku. Od końca lat siedemdziesiątych kierownik drużyny seniorów BKS-u. Oddany swej pracy profesjonalista. Wraz z drużyną i sympatykami Klubu, w tym roku świętował historyczny awans piłkarzy do III ligi, którego był współautorem.Teraz uznał, że to dobry moment , by powiedzieć pas! Skromna uroczystość pożegnalna odbyła się przed pierwszym III-ligowym meczem na bocheńskim stadionie. Za te wszystkie lata – dzięki, Kiero!




Pozdrawiam Panie Józefie i jeśli można-Wszystkiego najlepszego dla Pana Władysława na”nowej drodze”. Z wyrazami szacunku-L.Kowalewski.
PolubieniePolubienie