Jakże aktualnego i ważnego wymiaru nabiera sprawa utraty licencji na rozgrywanie ligowych zawodów piłkarskich w Bochni, w kontekście wygrania czwartoligowych rozgrywek przez piłkarzy Bocheńskiego Klubu Sportowego. Poniższy artykuł z piątkowej Gazety Krakowskiej przypomina o czymś, co jest bagatelizowane i skutecznie chowane pod dywan przez władze naszego miasta, współodpowiedzialne za samowolę budowlaną dyrektorki MOSiR-u.
![WP_20160612_10_38_16_Pro[1]](https://bksoldboy.com/wp-content/uploads/2016/06/wp_20160612_10_38_16_pro1-e1465724246909.jpg?w=577&h=1024)
Przeprowadzona w zeszłym tygodniu powtórna wizytacja bocheńskiego stadionu miejskiego przez przewodniczącego Komisji Licencyjnej MZPN potwierdziła absolutny brak możliwości rozgrywania na tym obiekcie meczów III-ligowych, a na chwilę obecną również spotkań w czwartej lidze. Tak oto, za sprawą nieodpowiedzialnych decyzji dyrektorki MOSiR-u pozbawia się Bochnię najpopularniejszej dyscypliny sportowej jaką jest piłka nożna. I nie ma najmniejszego znaczenia, czy młodej drużynie BKS-u uda się pokonać barażowego przeciwnika, zespół Trzebini, w walce o III ligę. Szansę na grę w Bochni i dla bocheńskich kibiców odebrano im dużo wcześniej, bezmyślnie niszcząc jedyne, historyczne już boisko, 95-letniego Bocheńskiego Klubu Sportowego!
Jestem pewien, jak i cała piłkarska społeczność Bochni, że taka „pomoc” sportowych ( i nie tylko) władz miasta będzie dodatkowym bodźcem dla drużyny i zdeterminuje ich grę o III ligę. Składając gratulacje dla całej drużyny na ręce Sławka, Jarka i kierownika zespołu, cieszę się razem z Wami. Chłopaki, wywalczcie ten awans! W pierwszym rzędzie dla siebie, bo swoją postawą udowodniliście, że na to zasługujecie… (jzawada)
Wczoraj w Szynwałdzie, w ramach Orlikowej Ligi Oldbojów, bocheńscy oldboje rozegrali, przełożone z 27.05, spotkanie z zespołem „Young Boys”. Nasz zespół występował w roli zdecydowanego faworyta, mając za przeciwnika drużynę zajmującą przedostatnie miejsce w tabeli, z zaledwie trzema zdobytymi punktami. Niestety, po raz kolejny okazało się jak nieprzewidywalną grą jest piłka nożna…
Po przerwie miało być lepiej i bardziej ofensywnie. Uzyskaliśmy zdecydowaną przewagę, wypracowując sobie multum sytuacji do strzelenia bramek. Niestety, kilkanaście strzałów padło łupem dobrze i szczęśliwie broniącego goalkipera gospodarzy, a dwukrotnie słupki ratowały go przed utratą bramki. Atakowanie zbyt dużą liczbą zawodników musiało skończyć się tak, jak to zwykle bywa – szybkie kontry gospodarzy przyniosły im kolejne bramki, a w naszej drużynie z minuty na minutę rosła nerwowość. Gra zaostrzyła się, dodatkowo atmosferę podgrzały niezrozumiałe werdykty sędziego, „starającego” się być (zbyt często) najważniejszą osobą na boisku. W efekcie kilku zawodników z obydwu drużyn zarobiło dwuminutowe kary. Ostatecznie mecz zakończył się wygraną gospodarzy w stosunku 8:4. W sumie, z naszej strony przeciętne spotkanie. Zaskakująco dobra, jak na dotychczasowe dokonania, postawa (i skład 🙂 ) przeciwnika. Broń Boże, niczego nie chcę sugerować… 😉
W zamierzchłych czasach, kiedy jeszcze kopałem piłkę w BKS-ie, każdy ligowy mecz z zespołem „Okocimskiego” Brzesko był prawdziwą wojną, bynajmniej nie świętą. Bojowa atmosfera udzielała się zarówno piłkarzom, jak i kibicom, których na naszych meczach bywało nieporównanie więcej niż obecnie. Szczególnie utkwił mi w pamięci pewien, wygrany przez nas mecz na brzeskim stadionie. Nasze zwycięstwo (3:2) oznaczało spadek „Okocimskiego” do niższej klasy rozgrywkowej. Po spotkaniu schodziliśmy wraz z arbitrami z boiska wśród tłumu miejscowych kibiców, w szpalerze, który do złudzenia przypominał późniejsze ZOMO-wskie „ścieżki zdrowia”, z tą tylko różnicą, że zamiast pał, czekały na nas „buty” i pięści, zaś szatnię opuszczaliśmy pod eskortą milicji. To były fajne, niezapomniane czasy 🙂 … Teraz są to tylko wspomnienia z dreszczykiem emocji. Z upływem czasu zanikały nie przynoszące nikomu chluby nastroje i przysłowiowy topór wojenny został zakopany. Obydwa, zwaśnione niegdyś kluby korzystały wielokrotnie z tych samych zawodników.
Nie inaczej było i jest obecnie w piłkarskich meczach oldbojów – jesteśmy dobrymi kolegami, nie tylko z boiska, szanującymi się nawzajem, choć twardo, po męsku podchodzącymi do swych boiskowych „obowiązków”. Właśnie tak to wyglądało w piątkowym spotkaniu oldbojów BKS-u i Okocimskiego, rozgrywanym w Mikluszowicach, w ramach Orlikowej Ligi Oldbojów. Zacięty od początku do końca pojedynek był spotkaniem godnych siebie rywali. W obu zespołach zagrali zawodnicy mający za sobą wspólne występy – m.in. w „Okocimskim” grali kiedyś Marcin Imiołek i Piotrek Turkiewicz, w „BKS- ie” Irek Salamon i Tomek Kozieł. Po dwóch strzelonych przez nas bramkach, goście zdobyli kontaktowego gola i już do końcowego gwizdka, dobrze prowadzącego spotkanie sędziego Macieja Jeziorka, trwała regularna wymiana ciosów. Ostatecznie mecz zakończył się wygraną bocheńskich oldbojów 6:5. Wynik ciężko wywalczony i w pełni zasłużony.
W wiosennej rundzie Orlikowej Ligi Oldbojów niektóre mecze zaczynamy rozgrywać w dość późnych godzinach wieczornych (20.30), prawie jak w LM 🙂 . Gospodarze spotkania, zespół „Gdovii” postawił twarde warunki. Od pierwszych minut trwała zaciętą walka o każdy metr boiska. Po kilku minutach gry objęliśmy prowadzenie po strzale samobójczym przeciwnika. Gospodarze wyrównali w 36 min., ale już minutę później Jarek Strach zdobył następną bramkę dla nas. Kiedy gospodarze znów wyrównali, Jarek zaliczył kolejne trafienie.
W drugiej połowie meczu „Mirek Wilk potężnym uderzeniem z wolnego umieścił piłkę w okienku bramki przeciwnika. „Gdovia” nie rezygnowała z walki zdobywając kontaktową bramkę, lecz nasz zespół, po celnym rzucie karnym Marcina Imiołka, zachował bezpieczną, dwubramkową przewagę. Ambitnie grający gospodarze zdobyli w końcówce meczu jeszcze jedną bramkę i to, stojące na całkiem niezłym poziomie spotkanie zakończyło się wynikiem 5:4 dla bocheńskich oldbojów.