„Kto jest bez winy, niech pierwszy rzuci kamień…” – tak mniej więcej brzmi biblijny przekaz. Ludzką rzeczą jest błąd popełnić i każdemu może się to przytrafić, więc i urzędnikowi. Ale czymś równie normalnym powinno być ponoszenie wszelkich konsekwencji, także prawnych przez osobę, która się tego dopuściła. Regulują to odpowiednie przepisy i paragrafy karno-administracyjne i ja ich nie wymyśliłem. Często się jednak zdarza, że względem prawa jedni są równi, a inni… równiejsi! Czy tak było w tym przypadku, osądźcie sami na podstawie poniższej historii. Zastrzegam też, że nie brałem udziału w opisywanych wydarzeniach, ani nie byłem ich inspiratorem – posiadam jedynie kopie pewnego pisma…

W 2014 roku do ówczesnego przewodniczącego Komisji Rewizyjnej Rady Miasta Bochnia wpłynęło pismo sygnowane podpisem „Mieszkańcy Miasta” z zapytaniem, czy nie doszło do naruszenia prawa przez urzędującą dyrektorkę MOSiR-u w związku z pełnioną funkcją. W piśmie tym, powołując się na odpowiednie przepisy (ustawa z dnia 21.11.2008 o pracownikach samorządowych oraz ustawy o samorządzie gminnym) wskazano na ewidentne przypadki naruszenia prawa przez dyrektorkę MOSiR-u, w związku z jej równoczesnym zasiadaniem we władzach stowarzyszenia o całkiem „przypadkowo” i podobnie brzmiącej nazwie „Towarzystwo Sportowe MOSiR”… Dlaczego taka akurat nazwa? Między innymi po to, by ewentualny prywatny sponsor był przekonany, że wspomaga miejski ośrodek sportu, a nie prywatne stowarzyszenie. Dla wyjaśnienia – stowarzyszenie to zawiązano w celu umożliwienia oddzielnego finansowania sekcji sportów wyczynowych ( m.in. II-ligowej piłki ręcznej) utrzymywanych, niezgodnie z obowiązującymi przepisami, w strukturach MOSiR-u od momentu wycofania się sponsora sekcji, czyli „Stalproduktu”. Od początku założenia stowarzyszenia „TS MOSiR” w 2011 roku, aż do nagłośnienia sprawy w 2014 roku, a więc przez blisko trzy lata, w składzie ścisłego kierownictwa stowarzyszenia figurowało nazwisko dyrektorki MOSiR-u, jako skromnego sekretarza tegoż stowarzyszenia.
W czym tkwi problem? Otóż zapisy wymienionej powyżej ustawy z dnia 21.11.2008 roku mówią jasno: – „pracownik samorządowy na stanowisku kierowniczym nie może prowadzić działalności gospodarczej na własny rachunek, ani zarządzać taką działalnością lub być jej przedstawicielem, gdyż zachodzi uzasadnione podejrzenie o stronniczość i interesowność” – i w tym przypadku prawo naruszono. Kolejny artykuł tej ustawy zabrania kierownikom jednostek samorządowych prowadzenia działalności gospodarczej z wykorzystaniem mienia komunalnego gminy – prawo naruszono. Następny artykuł nakazuje urzędnikowi złożyć oświadczenie o prowadzeniu takiej działalności, zaś zatajenie lub podanie nieprawdy powoduje odpowiedzialność karną – w oświadczeniu majątkowym napisano -„nie dotyczy” – podano więc nieprawdę! W związku z powyższym pozwolę sobie zacytować art.30 pkt.2 tejże ustawy: „W przypadku stwierdzenia naruszenia przez pracownika któregokolwiek z zakazów o których mowa w ustawie, niezwłocznie rozwiązuje się z nim, bez wypowiedzenia, stosunek pracy w trybie art.52 par.2 i 3 KP, lub odwołuje się go ze stanowiska”.
Pismo „Mieszkańców Miasta” mimo faktu, iż było anonimem, potraktowano w UM bardzo poważnie i nadano mu przewidziany przepisami bieg. Zajęli się nim prawnicy i już wkrótce efektem ich wytężonej pracy było… umorzenie całej sprawy! Jeśli nie dopatrzono się uchybień objętych paragrafami kodeksu karnego, to już złamanie przepisów ustawy o pracownikach samorządowych było ewidentne i powinno skutkować opisanymi w tej ustawie sankcjami. Żeby nie było też niejasności, nie chodzi tutaj o to, że samo utworzenie stowarzyszenia „TS MOSiR” było niezgodne z prawem. Tylko, na Boga, nie róbmy z ludzi idiotów!!! Ta farsa trwa do dnia dzisiejszego. Bo jeśli ktoś myśli, że zniknięcie, po blisko trzech latach, jednego nazwiska ze składu zarządu „TS MOSiR” cokolwiek zmieniło w sposobie działania i funkcjonowania tego stowarzyszenia jest w dużym błędzie. Przecież wyczynowcy z sekcji piłki ręcznej, koszykówki, a także judo w dalszym ciągu korzystają bez ograniczeń z przywilejów zastrzeżonych wymienionymi wcześniej paragrafami – hala sportowa, boiska, pomieszczenia biurowe, szatnie. Za tym idę wciąż pieniądze i to niemałe – w tym roku blisko dwa miliony z budżetu (dokładnie jeden milion osiemset jeden tysięcy złotych) otrzyma na swoją działalność MOSiR, dodatkowo „TS MOSiR” 102 tysiące – dla porównania BKS otrzyma 143 tysiące. Fikcją na użytek publiczny jest udawanie, że zarówno MOSiR jak i „TS MOSiR” to dwa niezależne byty, bo od 2014 roku zarządzane już w innym zestawie osobowym. Przecież wszyscy wiedzą, że król jest tylko jeden! Sorry, królowa… Więc przy tej okazji pozwolę sobie zażartować – jeśli wszystko powyższe odbywa się na całkowitym „legalu”, to co stoi na przeszkodzie, by do tego miejskiego, finansowego kurka oraz obiektów i urządzeń podłączyć także piłkarzy nożnych i upchnąć ich w jakimś zakamarku sportowego monopolisty jakim jest MOSiR? Jak już jechać po tzw. bandzie to idźmy na całość! Bo dlaczego jedne i to wcale nie rekreacyjne sekcje sportowe mogą korzystać z całorocznej, troskliwej opieki oraz finansowania z kasy Miasta, a drudzy muszą „wyżebrywać” od prywatnych osób i firm złotówki brakujące do jako takiego funkcjonowania Klubu?
Jednym z powodów, dla którego przypomniałem ową historię, jest wykazanie niedopuszczalnych różnic w ponoszeniu konsekwencji i odpowiedzialności za określone czyny lub przewinienia. Ale odpowiedzialnością nie można obciążać tylko tej jednej osoby. Są ważniejsi przecież w naszym mieście decydenci, od których oczekuje się działań zgodnych nie tylko z literą prawa, ale także z podstawami przyzwoitości i równego traktowania obywateli tego samego miasta. Można było dwa lata wcześniej urządzać pokazówki i epatować opinie publiczną bzdurnymi i wyssanymi z palca oskarżeniami pod adresem klubowych działaczy o złodziejstwo i malwersacje finansowe! Nikt już nie naprawi krzywd wyrządzonych, walczącemu wówczas z nieuleczalną chorobą, Antoniemu Noszkowskiemu, jednemu z najbardziej oddanych Klubowi ludzi, który przez ponad trzydzieści lat czynnie wspierał i organizował działalność Klubu. Obrażano uczucia oraz dobre imię ludzi, którzy społecznie i w dodatku własnymi pieniędzmi wspomagali Klub! Tych działaczy, właścicieli prywatnych firm i innych społeczników, skutecznie i raz na zawsze „wyleczono” z jakiejkolwiek działalności na rzecz Klubu. Przykre to wszystko, wręcz podłe i oby już nigdy się nie powtórzyło…

Dlatego uważam, że najwyższy już czas, by zacząć inaczej myśleć i działać. Zakończyć te ciągłe i niezdrowe przepychanki i wreszcie zacząć ze sobą współpracować na mądrych i uczciwych zasadach. Przestać faworyzować jednych sportowców i ich potrzeby, kosztem pozostałych. Psuje to od lat atmosferę w sportowym środowisku miasta i jest przyczyną wielu niepotrzebnych konfliktów. Ale żeby to nastąpiło, konieczna jest zmiana sposobu postrzegania i traktowania Klubu i jego potrzeb zarówno ze strony UM jak i MOSiR-u. Ciągle trzeba mieć nadzieję, że jest to realne… (jzawada)
