BKS – nic nie jest dane na zawsze… cz.7

Bardzo skutecznym, jak się okazuje, sposobem zakłamywania sportowej rzeczywistości Bochni jest stworzony przez MOSiR (czytaj: jego kierownictwo) jedynie słuszny model zarządzania sportem w naszym mieście – najważniejsze jest to, co NAM się podoba! Początkowy, teraz już prawie dwudziestopięcioletni okres działalności tego kierownictwa (niedługo „srebrne gody”!) w dużym stopniu był wspomagany i warunkowany dotacjami możnego sponsora („Stalprodukt”) dla najbardziej popularnych sekcji, tzn. piłki nożnej i ręcznej, więc tym samym zapewniał w miarę spokojny byt wymienionym sekcjom i działaczom, bez ingerowania w ich funkcjonowanie ze strony MOSiR-u. Finansowa sielanka nie trwała jednak zbyt długo i w dużym stopniu była to zasługa ówczesnej, byłej już v-ce burmistrzyni. Nieudolne próby pouczania prezesa „Stalproduktu” (podczas tzw. roboczej wizyty w siedzibie firmy) na jakie cele powinien wydawać pieniądze, zakończyły się natychmiastowym wycofaniem firmy z finansowania sportu w Bochni!!! Wtedy też zaczęły się „tłuste” lata dla pozbawionych sponsoringu obydwu sekcji Klubu…

W jednym momencie rozleciała się aspirująca do ekstraklasy pierwszoligowa drużyna piłki ręcznej, a niedługo potem burmistrzowska para wstrzymała dotowanie sekcji piłki nożnej Klubu i oskarżyła Zarząd BKS-u o finansowe malwersacje. Głównym i mocno kontrowersyjnym zarzutem okazało się przekazanie niewielkiej części dotacji na zwrot kosztów dojazdów na treningi i mecze dla zawodników spoza Bochni wraz z dopłatami w wysokości kilkudziesięciu złotych(!) na tzw. dożywianie. Klub w związku z tym został natychmiast pozbawiony przez urzędującą skarbniczkę Miasta wszelkich dotacji z UM i w konsekwencji oddany pod dozór kuratora. Największe zdziwienie po tej decyzji wynikało z faktu, iż nad prawidłowym rozliczaniem klubowych wydatków „czuwała” oddelegowana do Klubu … urzędniczka z wydziału finansowego UM! Mało tego – jej przełożona, ta sama skarbniczka Miasta przez cztery wcześniejsze lata kadencji poprzedniego burmistrza w pełni akceptowała tę formę klubowych rozliczeń! Czyżby wcześniej była do tego zmuszana i chciała się zemścić? Tylko dlaczego na Klubie? Przyznaję, że już się w tym wszystkim trochę pogubiłem… Dlatego też należy docenić konsekwentne działania kuratora, bo dzięki jego wszechstronnej pomocy i zaangażowaniu w wyjaśnienie sprawy oraz determinacji grupy działaczy, BKS w ostatniej chwili uniknął likwidacji.

W poprzednim, szóstym odcinku wspomnieniowym, zacytowałem fragment pisma burmistrza miasta, w którym w odpowiedzi na interpelację jednego z radnych wypisane były wszystkie „dobrodziejstwa i łaski” Miasta spływające ponoć szerokim strumieniem do Klubu. Jak się to ma do rzeczywistości na przestrzeni ostatnich dziesięciu lat, w ramach odświeżania pamięci postaram się przedstawić…

Zacznę od przypomnienia wpisu w moim blogu z lipca 2012…

Bocheński sport wg. MOSiR-u – c.d.

Opublikowano na 7 sierpnia 2012 by bksoldboy

Poniedziałek 06.08.2012 godz.19.00.. Miejsce – Miejski Stadion Sportowy w Chodenicach n/Rabą, administrowany przez MOSiR Bochnia. Trening III-ligowej drużyny piłkarskiej BKS Bochnia.

Wrażenia wizualne niezapomniane – ok. 1/3 murawy zajęta przez sporą grupę osób z psami, które szkolą się pod komendą jakiejś pani. Czworonogi wyraźnie podenerwowane przelatującą co jakiś czas piłką. Trochę dalej, podobną część boiska zajmuje kilkanaście betonowych podstaw parasoli (pozostałość po niedzielnej imprezie organizowanej przez MOSiR). Na środku boiska (sic!) stoi duży samochód dostawczy, do którego zbierane są te betony. Obok, na zielonej murawie, czerni się duża plama po wylanym na ziemię oleju ze smażonych frytek oraz  innych imprezowych „smakołyków”. No i wreszcie, na pozostałym skrawku trawy ćwiczy grupa ok. dwudziestu piłkarzy, przygotowujących się do III-ligowego sezonu. Jak widać, warunki do treningu wprost wymarzone – pełny komfort!

Tak wygląda pomoc Miasta dla Bocheńskiego Klubu Sportowego w wykonaniu MOSiR-u! Wprost poraża bezczelność i samowola ludzi zarządzających sportem w Bochni, z pełnym  błogosławieństwem burmistrza. Nieodparcie narzuca się pytanie, jak można tak upokarzać, a jednocześnie narażać zdrowie tych młodych ludzi, fundując im takie warunki? Już najwyższy czas, by do niektórych zakutych łbów wreszcie dotarło, że obiekty sportowe, w pierwszej kolejności, mają służyć sportowcom, a Bocheńskiemu Klubowi Sportowemu należy się szacunek, na który zasłużył swoją długoletnią służbą dla dobra mieszkańców miasta. (jzawada)…”

Przedstawiona powyżej historia to nie jednorazowy przypadek – boisko w Chodenicach było odpłatnie udostępnione do szkolenia psów przez wiele miesięcy na podstawie zawartej umowy MOSiR-u z treserką.

Za to możliwość przeprowadzenia treningu piłkarskiego na płycie boiska w Bochni była (i jest) uzależniona od kaprysu i „widzi mi się” p. dyrektor. Nie miało żadnego znaczenia, że np. za dwa dni był mecz mistrzowski. Zawsze znalazł się jakiś powód – albo za mokro, albo za …sucho. Ale na treningi mosirowskich grup młodzieżowych murawa była i jest dostępna. Nikogo też nie obchodziło, że na dojazd zawodników nad Rabę, znajdujący się w tragicznej sytuacji finansowej Klub musiał wynajmować i opłacać dodatkowo transport… Osłabiająca bezsilność, coraz częściej przeradzająca się w uczucie, które można wyrazić tylko niezbyt parlamentarnym określeniem nachodziło zawsze człowieka, kiedy uzmysławiał sobie, że kierownictwo MOSiR-u „obsiadujące” wraz ze swoimi podwładnymi trzy potężne obiekty (hala widowiskowa, budynek przy Parkowej oraz budynek na terenie dawnej jednostki wojskowej), a także bezproblemowo wynajmujące dla swoich podopiecznych sale gimnastyczne w bocheńskich szkołach, nie udostępni nawet najmniejszego, samodzielnego pomieszczenia dla BKS-u. Niejednokrotnie działacze sekcji piłki nożnej, lub członkowie Zarządu Klubu „obradowali” na boiskowej trybunie, czy nawet na ławce przed budynkiem. Oczywiście pana burmistrza też to nie obchodziło i jedyną radą na problemy była ta sama odpowiedź:- „proszę zwrócić się do pani dyrektor”…

A pani dyrektor nie ustawała w „pomaganiu” Klubowi, jednocześnie starając się zacierać wszelkie ślady po nim. Z budynku przy Parkowej na lata znika tabliczka z nazwą Klubu. Została zamknięta główna brama wejściowa na stadion i zlikwidowane pomieszczenie w którym sprzedawano bilety. Na mecze piłkarzy kibice wpuszczani byli przez małą furtkę od strony Parkowej, co automatycznie przekładało się na duży spadek oglądalności spotkań i tym samym przychodów ze sprzedaży biletów, bo wielu potencjalnych „oglądaczy” nawet nie wiedziało, że coś się dzieje na boisku. Stadion już nie był „miejski”, ale „mosiru”. O samowolnej dewastacji płyty boiska już pisałem, mogę tylko dodać, że w opinii zawodników, niezbyt fachowo obsługiwana i rzadko konserwowana nawierzchnia obecnego boiska już dawno zamieniła się w nierówne klepisko… Za tydzień ciąg dalszy i … jeszcze ciekawszy… (jzawada)

2013 r. W napisie jedno cygaństwo i jeden żart – stadion MIEJSKI, nie Mosir-u, a żartem jest logo Mosir-u… z piłką nożną!

Ps. Przez okrągłe dwa lata (2014-2016) wraz p. Wiesławem Biernatem odbyliśmy wiele spotkań, organizowanych dzięki i przy wydatnej pomocy radnego Jana Balickiego, z burmistrzem miasta w sprawie utworzenia, zgodnie z zapisami podjętej dwadzieścia lat wcześniej Uchwały, Miejskiego Bocheńskiego Klubu Sportowego, jak również przekazania Klubowi jakiegoś pomieszczenia w dawnym budynku Klubu przy Parkowej. Nasza „żebranina” częściowo przyniosła skutek, czego efektem jest udostępnienie BKS-owi owego pomieszczenia na biuro. Niestety, po wyborach nowego Zarządu Klubu w 2017 r, ówcześni działacze nie zrobili nic, (a obecny Zarząd pewnie nie zna tematu) by sfinalizować w UM ostatni etap ustaleń w sprawie Miejskiego BKS i podpisać dokument, którego kopia jest w moim posiadaniu. A szkoda. Na całe szczęście p. burmistrz wywiązuje się z najważniejszej części tych ustaleń i dzięki temu konto Klubu już od kilku lat zasilane jest stałą dotacją z miejskiej kasy. (jz)

Ten wpis został opublikowany w kategorii BKS Oldboys. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz