W poprzednim odcinku przypomniałem sylwetkę i sportowe pasje p. Bolesława Wnęka. Jednym z Jego młodych podopiecznych w sekcji gimnastyki przyrządowej był Józef Cisak, bochnianin, urodzony w 1945 roku w górniczej rodzinie, związanej z bocheńską kopalnią soli. Mieszkali w kopalnianym budynku na Plantach Salinarnych, naprzeciw dzisiejszej tężni solankowej. Piętnastoletni Józef rozpoczął treningi w 1960 roku. Do jego sportowych zainteresowań, prócz gimnastyki należała również piłka ręczna, lecz dyscypliną, którą najbardziej ukochał było podnoszenie ciężarów.

Sporty siłowe towarzyszyły Mu przez resztę życia. Pierwsze, znaczące sukcesy odnosił w Mistrzostwach Wojska Polskiego, będąc żołnierzem zasadniczej służby wojskowej i zawodnikiem klubu „Flota” Gdynia. Po powrocie do cywila założył rodzinę i zamieszkał w Krakowie. Z podnoszeniem ciężarów związał się już „na poważnie”. Specjalizował się w trójboju olimpijskim – wyciskanie, rwanie, podrzut. Przez dwadzieścia siedem lat był czynnym zawodnikiem trzech krakowskich klubów („Olsza”, „Armatura”, „Juvenia”).
Od 1991 roku startował jako reprezentant Polski w podnoszeniu ciężarów weteranów. W tej kategorii, w wadze do 90 kg, odnosił swoje największe sukcesy. Wymieńmy te najważniejsze – dwukrotne (1991,1993) mistrzostwo świata w trójboju siłowym i wyciskaniu leżąc (Wiedeń i Zakopane), dwukrotne mistrzostwo Europy w trójboju siłowym (Belgia i Anglia), srebrny medal mistrzostw Europy (1994 Sanok) oraz złoty medal mistrzostw Austrii (1997 Innsbruck). W kraju, trzy tytuły mistrza Polski w trójboju siłowym (1989, 2001, 2002), dwukrotny mistrz Polski w przysiadzie ze sztangą (1992 – 202,5 kg, 1993 – 215 kg). Dwunastokrotny mistrz okręgu krakowskiego. W sumie Jego kolekcja liczy sześćdziesiąt medali z mistrzostw krajowych, świata i Europy! Posiadacz krajowych uprawnień sędziowskich wszystkich szczebli w tej dyscyplinie sportu. Wieloletni trener sportów siłowych w krakowskich klubach.

W wieku 64 lat, wciąż startując w zawodach weteranów, mówił o sobie: „Nie stosowałem i nie stosuję żadnej diety, tylko trening i trening… Nie stosuję też żadnych odżywek, po prostu mnie na nie nie stać. Jestem dumny z tego, że przez wiele lat startowałem w ramach światowej federacji WDFPF, która nie tolerowała używek i dopingu. Trzymam się z daleka od dopingu, bo bardziej od fałszywych sukcesów cenię sobie własne zdrowie. Wyciskam 115 kg, choć kiedyś było to 152,5. W tzw. martwym ciągu miałem 215 kg, zaś w przysiadzie 240 kg. (…) Ani trochę nie żałuję życiowego wyboru, bo dla mnie sport był odskocznią od pracy, rodziny, problemów życia codziennego. Dzięki tej dyscyplinie sportu zwiedziłem kawał świata. Prócz satysfakcji z walki i zwycięstwa nic z tego nie miałem, lecz mogę śmiało powiedzieć, że był to najlepszy czas w życiu!
Sportowe plany na przyszłość? Chciałbym w zdrowiu dotrwać do zaliczenia do grupy wiekowej 69+… ale to dopiero za pięć lat… Teraz przede mną wiele różnych mistrzostw i zawodów w kategorii wieku 64+… (jzawada)
Ps. Pana Józefa Cisaka, rówieśnika i kolegę mojego starszego brata, śp. Janka, miałem zaszczyt znać osobiście. W latach sześćdziesiątych, po skończonych treningach piłkarskich lubiłem obserwować, wraz z kolegami z drużyny, ćwiczących w sali gimnastycznej miłośników podnoszenia ciężarów, wśród których Pan Józef wyróżniał się zarówno olbrzymim zaangażowaniem jak i świetnymi warunkami fizycznymi. Później, już w latach dziewięćdziesiątych, spotykałem Go w miesiącach letnich odpoczywającego nad Rabą w Chodenicach – była więc okazja, by powspominać z Nim stare, klubowe czasy… Dopiero niedawno, czytając komentarze do wzmiankowanego artykułu w „Dzienniku Polskim” dowiedziałem się, że Pan Józef Cisak zmarł w Krakowie 02. 11. 2019 roku. Niech puentą tych wspomnień o Panu Józefie będzie wpis jednego z komentujących tę smutną wiadomość…”Był wspaniałym Człowiekiem”… (jz)
W dzisiejszym moim wpisie skorzystałem z artykułu autorstwa red. Pawła Stachnika pt. „Najlepszy czas w życiu” zamieszczonym w „Dzienniku Polskim” z dnia 25.05.2009 r.
