Przedstawione przeze mnie, na moim sportowym blogu „BKS Oldboys” dwa cykle wspomnieniowe pn. „BKS – ocalmy od zapomnienia” oraz „BKS – ONI tworzyli historię Klubu”, są podsumowaniem, czyli ogólnie mówiąc zakończeniem mojej działalności związanej z opisywaniem historii Bocheńskiego Klubu Sportowego. Ma to oczywisty związek z tegorocznym, okrągłym jubileuszem i mającymi się odbyć uroczystościami z okazji stulecia naszego Klubu. Jednak z uwagi na to, że otrzymuję w dalszym ciągu, na bieżąco, materiały od byłych działaczy, zawodników, czy też Ich Rodzin, postaram się je jeszcze przez jakiś czas udostępniać. Dzisiejszy odcinek dotyczy lat osiemdziesiątych ub. wieku, a także krótkiej historii Wojskowego Bocheńskiego Klubu Sportowego (WBKS).

W opisywanym przeze mnie odejściu z Klubu w sezonie 1981/82 wielu podstawowych zawodników i rozwiązaniu się Rady Patronackiej, po ówczesnym Międzyzakładowym Spółdzielczym BKS pozostały tylko wspomnienia i… gustowne proporczyki. Niedługo potem z BKS-u odeszli kolejni doświadczeni zawodnicy (Roman Szewczyk i Kazimierz Skrzypek), a wraz z nimi nadzieje na jakąś stabilizację zespołu. Młoda drużyna nie była w stanie zbyt długo utrzymać poziomu sportowego, zapewniającego IV-ligowy byt. Jedynym promykiem nadziei na lepsze jutro była drużyna juniorów prowadzona od kilku lat przez trenera Ryszarda Majchra, która w pięknym stylu wywalczyła awans do ligi makroregionu. Był to pierwszy w historii naszego Klubu tak spektakularny sukces bocheńskich juniorów. Autorami tego sukcesu byli Marek Pachuta, Janusz Możdżeń, Krzysztof Cepak, Andrzej Możdżeń, Wojciech Marchewczyk, Krzysztof Nalepka, Jacek Florek, Krzysztof Kumor, Jerzy Potocki, Dariusz Kostański, Adam Sobas, Tadeusz Łucyków, Zbigniew Kaczmarczyk.

Po latach finansowego dobrobytu BKS zaczął popadać w długi. Wybrano nowy Zarząd, po roku kolejny. Podjęto szereg działań naprawczych, rozwinięto działalność gospodarczą (pralnia, brygada budowlana) i było to dobrym posunięciem klubowych władz. W tym pędzie do szybkiego oddłużenia Klubu popełniono jednak kardynalny błąd – zaczęto również wyprzedawać utalentowaną piłkarską młodzież. Do dębickiego „Igloopolu” przehandlowano pół drużyny juniorów wraz z trenerem! Taki sposób „ratowania” Klubu przyniósł zdecydowanie więcej szkód niż korzyści, a kara za to przyszła bardzo szybko – w sezonie 1984/85 zarówno drużyna seniorów jak i juniorzy spadli z wielkim hukiem ze swoich lig! Niestety, na tym się „kreatywna” pomysłowość zarządców Klubu nie skończyła.

Nawiązano współpracę z bocheńską Jednostką Wojskową, której efektem było stopniowe, wkrótce zaś całkowite oddanie Klubu pod wojskowy sposób zarządzania. Już w styczniu 1986 roku powstał mocno „zmodyfikowany” Zarząd Klubu, w składzie którego znalazły się bardzo znaczące osoby tamtych, jednoznacznych politycznie czasów, z prezesem płk. Henrykiem Fitą, dowódcą bocheńskiej Jednostki Wojskowej i wiceprezesami, Wiesławem Biernatem i Antonim Serwinowskim, komendantem MO w Bochni na czele. Musiało jednak upłynąć trochę czasu, by zrozumieć, dlaczego pomysł z utworzeniem Wojskowego Bocheńskiego Klubu Sportowego był pomysłem, delikatnie mówiąc, nie do końca przemyślanym…

Co prawda już po pierwszym sezonie drużyna seniorów, mająca jeszcze w swoich szeregach blisko połowę piłkarzy z Bochni powróciła do ligi międzyokręgowej, lecz kolejny sezon rozgrywali już tylko piłkarze-żołnierze, ściągani z różnych stron do bocheńskiej jednostki, w ramach zasadniczej służby wojskowej. Kierownikiem drużyny został kpt. Wacław Ruchniak. W zespole znalazło się raptem… trzech wychowanków BKS-u! Byli to Wojciech Kujacz, późniejszy lider bocheńskiego zespołu, a także bramkarz Marek Pachuta i napastnik Tomasz Poradowski. Zaciężnej armii piłkarzy stworzono komfortowe warunki pracy. W składzie zespołu przewijały się nazwiska zawodników z trzecio-, a nawet drugoligową przeszłością. Piotr Niesner (Cracovia), Robert Madeja (Resovia), Wojciech Klich, Krzysztof Chlewski, Leszek Rusek (Unia Tarnów), Dariusz Bojdo, Zbigniew Magiera (Okocimski) to ci, których przynależność klubową rozpoznałem. W kadrze zespołu byli również T.Majeran, M.Wróbel, Z.Ciepiela, W.Wątroba, J.Tomczyk, R.Sikorski, A.Migdał i W.Tacik. Po trenerach Struziku i Bilińskim zatrudniono byłego szkoleniowca „Victorii” Jaworzno, Jerzego Busia. Wiadomym było, że zadanie postawione przed drużyną może być tylko jedno – wywalczyć awans do upragnionej od lat III ligi.


Niestety, wojskowa drużyna dysponująca zdecydowanie najmocniejszym składem wśród zespołów ubiegających się o awans, w sezonie rozgrywkowym 1986/87 zajęła dopiero trzecie miejsce. Jedynym pocieszeniem dla sympatyków sportu w naszym mieście był awans piłkarzy ręcznych WBKS do drugiej ligi państwowej. Do sezonu 1987/88 piłkarze nożni bocheńskiego Klubu przystąpili wzmocnieni nowymi „nabytkami” z żołnierskiego poboru. Na półmetku rozgrywek WBKS prowadził w tabeli z niewielką przewagą nad „Wisłoką” Dębica, którą pokonał u siebie 1:0. W drugiej rundzie dębiczanie wzięli srogi rewanż wygrywając gładko 3:0. Kolejne słabe występy bocheńskiej drużyny i porażki w trzech spotkaniach z niżej notowanymi rywalami znów rozwiały nadzieje na III ligę w Bochni. Awans wywalczyła „Wisłoka”. Dodatkowo, nieuchronnie zbliżające się rewolucyjne zmiany społeczno-polityczne w naszym kraju spowodowały szybki spadek zainteresowania władz losami bocheńskiego Klubu. Wkrótce ostatni żołnierze wyszli do cywila i wrócili do macierzystych klubów. Klub przestał być „Wojskowy”. Miarę goryczy dopełniła przeprowadzona reorganizacja rozgrywek – tylko cztery pierwsze miejsca gwarantowały spokojny, IV-ligowy byt. BKS, który rozgrywki zakończył na 11 miejscu, został zdegradowany do ligi okręgowej…
Niedługo potem, w połowie 1989 roku, na Nadzwyczajnym Zebraniu Sprawozdawczo-Wyborczym Bocheńskiego Klubu Sportowego, które odbyło się w wypełnionej do ostatniego miejsca sali gimnastycznej Klubu, cały Zarząd podał się do dymisji. Ze wspomagania finansowego Klubu wycofały się prawie wszystkie podmioty gospodarcze, łącznie z Zrzeszeniem Sportowym „Start”. W trakcie tego burzliwego zebrania, kilkanaście osób (w tym niżej podpisany), którym nieobojętne były dalsze losy Klubu, zdecydowały się ratować to COŚ, co praktycznie przestało istnieć, tworząc nowy Zarząd BKS-u. Przywitały nas puste pomieszczenia biurowe, bez najważniejszych klubowych dokumentów, bez jakichkolwiek wartościowych pamiątek, zdjęć i pucharów. Magazyny i hala bez wyposażenia i sprzętu sportowego nadającego się do użytku. W pomieszczeniach kotłowni, niedługo przed zbliżającym się okresem grzewczym, nie znaleźliśmy ani jednego kawałka jakiegokolwiek opału… I to był końcowy efekt wielkomocarstwowych planów Wojskowego Bocheńskiego Klubu Sportowego!!! Cóż było robić? Przecież nasz Klub musiał funkcjonować, a drużyna zgłoszona do rozgrywek! Trzeba to było jakoś wszystko „ogarnąć”… Daliśmy radę!
Ale to już inna historia… (jzawada)
Ps. Dziękuję za udostępnioną część materiału wraz z kolorowym zdjęciem p. Wojtkowi Kujaczowi. (jz)
