Przedstawiając kolejną grupę byłych zawodników-bramkarzy BKS-u, z racji posiadania dość skromnych materiałów faktograficznych, w niektórych przypadkach mogę jedynie podać znane mi nazwiska. Byli to Jerzy Kulik, Wacław Gryglaszewski oraz Jerzy Steckiw, późniejszy znany i ceniony trener wielu polskich, ligowych zespołów piłkarskich. W pozostałych opisach posiłkuję się osobistymi wspomnieniami i moimi, subiektywnymi ocenami.
Do nich z pewnością należał Grzegorz Jonak (1943-2005), którego największymi atutami były: skoczność, świetna gra na przedpolu i pewny chwyt. Był zdecydowanie jednym z najlepszych bramkarzy w historii naszego Klubu.

Do wyróżniających się piłkarzy należeli również broniący nadzwyczaj widowiskowo, efektownie Józef Blok oraz świetnie wyszkolony technicznie, imponujący spokojem w najbardziej gorących sytuacjach Michał Kaczorowski . Niektórzy, tak jak opisywany wcześniej Marian Biernat, równie dobrze radzili sobie na tej pozycji w zespołach piłki ręcznej. Każdy z wymienionych wyróżniał się dużą sprawnością fizyczną oraz niezłym, jak na owe czasy, wyszkoleniem technicznym. I choć żaden z nich nie dysponował specjalnie wysokim, jak na bramkarza przystało wzrostem, braki te nadrabiali wyskokiem, zwinnością i ofiarnością w grze.

Jak wiadomo, każdy zawodnik występujący na tej pozycji musi się zmierzyć w czasie meczu z wieloma – oprócz przeciwnika – niedogodnościami, zwłaszcza przy niesprzyjających warunkach pogodowych. Biorąc pod uwagę, iż w niższych klasach rozgrywkowych większość boisk, na których nasi piłkarze toczyli boje, w dużym stopniu pozbawiona była trawy, to w czasie opadów deszczu plac gry zamieniał się w grzęzawisko, poprzetykane potężnymi kałużami. Łatwo więc sobie wyobrazić wygląd i samopoczucie bramkarza, zmuszonego w ciągu meczu do wielu interwencji w takiej wodnisto-błotnej mazi! Sprzęt zawodników, tj. koszulki, spodenki, getry, buty, wytwarzane wtedy były z materiałów naturalnych, a więc błyskawicznie nasiąkających wodą. Stanowiło to niebagatelne dociążenie każdego zawodnika. Jeszcze gorzej, zwłaszcza w okresie chłodów wiosennych, czy też jesienno-zimowych, miał bramkarz – przeważnie ubrany w gruby, wełniany sweter i czasami obszerne, dresowe spodnie.

Namoczone i ubłocone „ubranko” mogło odebrać całkowicie ochotę do zabawy… Grało się skórzaną piłką, po kilkunastu minutach gry w takich warunkach wydawało się, że waży ona dobre kilka kilogramów! Doprawdy, ciarki mnie jeszcze teraz przechodzą, gdy przypomnę sobie chwile, kiedy trzeba było czymś takim główkować, zwłaszcza po 50-60 metrowym wykopie golkipera…. I nie było, że boli! Wówczas bramkarze tylko w taki sposób wprowadzali piłkę do gry, toteż jako obrońcy, zdarzało mi się niekiedy po spotkaniu schodzić z boiska solidnie zamroczony. Ale jakoś udało się przeżyć… i jeszcze wiele lat trzeba było czekać, aby materiały używane do produkcji podstawowego wyposażenia piłkarza zapewniały pełny i nieporównywalny z tamtym sprzętem komfort jego użytkowania. Dlatego też trzeba docenić poświęcenie i hart ducha ówczesnych zawodników z numerem jeden na koszulce, nie zważających na wszelkie przeciwności bramkarskiego losu… (jzawada)
Ps. W przyszłym tygodniu sylwetki bramkarzy BKS-u z lat 1968 – 1980… (jz)
