Tu musi zadziałać wyobraźnia, bo nigdzie nie znalazłem zdjęć wcześniejszych, tych „przedwysypiskowych”… Dlatego też spróbuję przedstawić historię pewnego miejsca w Bochni, tak szczególnego dla mnie i wielu moich kolegów. Przypomnieć i przybliżyć wspaniałe i beztroskie lata młodości, będące początkiem naszej piłkarskiej przygody…

Dębcza… W tamtych, tuż-powojennych czasach, urokliwa i malownicza kotlina, położona na ówczesnych obrzeżach miasta. Z rozległymi trawiastymi terenami wokół nieczynnej, przedwojennej cegielni i pozostałych po niej śladach w postaci odsłoniętych złóż żółto-czerwonawej gliny używanej do wyrobu cegły. Z resztkami wyburzonego pieca do wypalania i leżącymi tu i ówdzie kawałkami form z przygotowanymi do wypalenia cegłami. Z niewielkim stawem, z którego pobierano wodę potrzebną do produkcji. Z dojazdem do cegielni od strony dzielnicy Podedworze, wyboistą i ciągle błotnistą drogą..
Miejsce doskonale mi znane z czasów młodości. Z połaciami pól uprawnych, z wszystkich stron otaczającymi tę kotlinę, jeszcze bez powstałych znacznie później zabudowań. Jedyne w swoim rodzaju – ogólnie dostępne, bez czyjegokolwiek nadzoru i ograniczeń czasowych. Codziennie przebywały tam dziesiątki dzieci, młodzieży i dorosłych, bawiąc się i uprawiając różne, rekreacyjnie dostępne rodzaje sportu. Latem oczywiście grało się w piłkę – wtedy mogło tam równocześnie kopać „gałę” kilka niezależnych grup. Ze względu na to, iż od strony dzisiejszej ulicy Krzęczków ta część terenu była niezbyt szeroka i troszkę nierówna, siłą rzeczy kopali tam piłkę młodsi i początkujący amatorzy tej dyscypliny sportu, bo już dolną, zdecydowanie szerszą część Dębczy od strony Podedworza, codziennie, aż do zmroku okupowały grupy dorosłych miłośników „kopanej” z różnych dzielnic miasta, tocząc między sobą zacięte boje. Czas gry się nie liczył, bo w zależności od ilości zespołów grało się do sześciu lub dwunastu zdobytych przez jeden zespół goli. Długi czas nie było tam żadnych stacjonarnych bramek, „słupkami” były ułożone tornistry lub części ubrań, a boiska miały wymiary umowne. I nikomu to nie przeszkadzało! W zimie zaś, wykorzystując pagórkowate ukształtowanie terenu, jeździło się… na czym popadło, zaś lepiej sytuowani na sankach i nartach. W tamtym okresie Dębcza była prawdziwą wylęgarnią wielu piłkarskich talentów, które w późniejszych latach w znacznym stopniu stanowiły o sile i wartości drużyny Bocheńskiego Klubu Sportowego!
Dużą atrakcję stanowiły też popisy kilku bocheńskich rajdowców (Mleczko, Aniuk, Stec), posiadaczy odpowiedniego sprzętu do motocyklowych rajdów terenowych, pokonujących, zresztą z różnym skutkiem, strome zbocza wzniesień. Jako ciekawostkę dodam, iż w tamtych latach w Lasku na Uzborni były wytyczane trasy i często odbywały się tam zawody rajdowe. Z jednej z wydzielonych części terenu korzystali także żołnierze z bocheńskiej jednostki wojskowej, ćwicząc musztrę i strzelanie do tarczy na niewielkiej strzelnicy…
W drugiej połowie lat osiemdziesiątych ub. stulecia pojawiły się w Bochni nadzieje na powstanie kompleksu obiektów sportowych i rekreacyjnych, takich z prawdziwego zdarzenia. Ówczesne władze miasta porozumiały się z dowództwem lokalnej jednostki wojskowej w sprawie realizacji takiego projektu. Okolicznością mocno sprzyjającą temu zamierzeniu było to, iż prezesem BKS-u był dowódca bocheńskiej jednostki wojskowej BIB (Bataliony Inżynieryjno – Budowlane). Jednostki posiadającej w swoich szeregach wykwalifikowane kadry fachowców budowlanych i dysponującej odpowiednim sprzętem, co miało niebagatelne znaczenie przy realizowaniu rozpoczętego wspólnie z Miastem projektu. Żołnierze zabrali się ostro do roboty. Wywieziono olbrzymie ilości ziemi i wyrównano teren pod mający tam powstać pełnowymiarowy stadion piłkarski wraz z podstawowym zapleczem. Dodatkowo, naturalnie ukształtowane zbocza dębczańskich pagórków mogłyby tworzyć prawdziwy, sportowy amfiteatr. Wstępnie wyznaczono i nawet „opalikowano” zarysy mającego powstać obiektu! Niestety, realizację tych śmiałych planów przerwała w 1989 roku wielka transformacja ustrojowa rozlewająca się po całym kraju i jeden z najlepszych – nie tylko wg. mnie – realizowanych wówczas projektów obiektów sportowych w Bochni został wstrzymany i bezpowrotnie stracony…
Niedługo potem, o ponownym zagospodarowywaniu Dębczy zaczęliśmy się dowiadywać z buńczucznych zapowiedzi i obietnic przedwyborczych ówczesnych kandydatów na główny magistracki stołek, czyli posadę burmistrza Miasta. Czego nam wtedy nie obiecywano?! Znów miało powstać pełnowymiarowe boisko piłkarskie, hala sportowa, odkryty basen pływacki, zimowy tor saneczkowy i mini-trasa narciarska dla dzieci i dorosłych. Jakby było mało obietnic, to jeden z kandydatów dołożył do tego… kaskady wodne na Babicy w okolicy Lasku na Uzborni i zarybienie tegoż ścieko-potoku (sic!)
Wkrótce jednak okazało się, że wszystkich przebił i pogodził pewien solidarnościowy wybraniec na ten stołek ( z litości przemilczę nazwisko!). Ten „gigant”, wspólnie z resztą rajcowskiej elity postanowił wykorzystać zniwelowany wielkim nakładem sił i środków teren pod… wysypisko miejskich śmieci!!! Dębczańska niecka zaczęła się w szybkim tempie zapełniać różnej maści odpadami komunalnymi, nie wyłączając odpadów sanitarnych i poszpitalnych!!! Proceder ten trwał kilka lat, aż do protestów ruszyli okoliczni mieszkańcy… i był to początek końca tego wysypiska. Przestano składować odpady, a te, zwiezione już potężne ilości, starano się ukryć pod grubą warstwą ziemi. Natura zaczęła w tym dziele pomagać – wyrosłe tam chaszcze z czasem zamieniły się w dorodne krzewy, a później w wielometrowej wysokości drzewa-samosiejki. Ale wysypisko nadal żyło swoim życiem – z gnijących wciąż odpadów wyciekały na niżej położone tereny ohydne, cuchnące niebiesko-zielono-żółte ścieki… (zdjęcia poniżej)


W jakiś czas po opublikowaniu przeze mnie tych materiałów na FB wykonano prace melioracyjne i cuchnące ścieki zniknęły spod obiektu. Z wrodzonej skromności nie będę przypisywał sobie żadnych zasług w tym kierunku! Chociaż…? 🙂

Przez wiele lat kolejni kandydaci na fotel Burmistrza Bochni mamili wyborców obietnicami i mrzonkami dotyczącymi Dębczy. Co prawda, jednemu z burmistrzów udało się spełnić wyborcze obietnice dotyczące budowy osiedlowych mini boisk piłkarskich i w czasie jego kadencji powstało ok. pięciu, sześciu takich obiektów na terenie miasta. Nie wytrzymały jednak próby czasu i dość szybko ostały się tylko dwa – jeden właśnie na Dębczy (drugi w okolicach ulicy 20-go Stycznia). Powstał tam ogrodzony, niewielki placyk do kopania piłki, w pobliżu którego wiele lat później zamontowano kilka urządzeń do ćwiczeń na wolnym powietrzu i na tym zakończyły się urbanistyczno-mocarstwowe plany zarządców miasta. Żeby zaś było śmieszniej? straszniej? niektórzy z ówczesnych wybrańców ludu do dzisiaj zasiedlają bocheński magistrat i znów, jak przed laty, obiecują budowę obiektów sportowych! Tym razem w Chodenicach nad Rabą! …Bocheńska „never-ending story”… (jzawada)






Ps1. Byłbym bardzo wdzięczny, gdyby się ujawnił ktokolwiek posiadający zdjęcia tych terenów z lat wcześniejszych, przed i powojennych. (jzawada)
