„Miejski” BKS – czy coś się zmieni???

W poniższym tekście postaram się, jednym przypomnieć, innym przybliżyć wieloletnie perturbacje i zawirowania powstałe wokół ciągle kontrowersyjnej i nie do końca uregulowanej fuzji Bocheńskiego Klubu Sportowego i Miasta Bochnia oraz Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji, w kontekście niedawno podjętej przez Radę Miasta uchwały…

Całe dwadzieścia lat trzeba było czekać, by jeden z podstawowych zapisów umowy zawartej w 1995 roku między władzami samorządowymi Bochni i Bocheńskim Klubem Sportowym stał się faktem, a w nazwie Klubu pojawił się przymiotnik MIEJSKI. Efektem ówczesnego porozumienia była ostatnia Uchwała Nadzwyczajnego Walnego Zebrania BKS-u z 13 grudnia 1995 r.odpis uchwały z dnia 12.12.1995

Odręczny odpis z oryginału Uchwały, znajdującego się w księgach wieczystych…

Nikt jednak nie przewidział tego, co się wkrótce miało wydarzyć…Wskutek zaistniałych, całkowicie niezależnych od Klubu zmian i nie wywiązaniu się Miasta z umowy, skomunalizowany majątek już nie wrócił do Klubu. Nie powstał również szumnie zapowiadany Miejski Klub Sportowy, za to rozwiązany, na mocy tej właśnie umowy BKS… został ponownie Stowarzyszeniem Bocheński Klub Sportowy! I tylko „zapomniano” o umieszczeniu w nazwie Klubu słowa ‚bezdomny’ – bowiem na jego obiektach usadowił się nowo powstały MOSiR.

Trzeba jednak uczciwie przyznać, że przez całe lata, aż do 2011 roku, Miasto całkiem rzetelnie wywiązywało się z części umowy dotyczącej pomocy finansowej dla Klubu jak i swobodnego, adekwatnie do potrzeb, korzystania z miejskiej infrastruktury sportowej. Dotyczyło to zarówno sekcji piłki nożnej, wspomaganej także przez kilku pomniejszych, prywatnych sponsorów, jak i oddzielnie i szczodrze sponsorowanej przez firmę STALPRODUKT S.A. sekcji piłki ręcznej, grającej z powodzeniem w I lidze.

Niestety, potem nastąpiła bocheńska „dobra zmiana”. Nowi, lokalni „wybrańcy ludu” pokazali swoją „moc”… Magistracka władza bezpardonowo zaatakowała Zarząd BKS-u, zarzucając społecznie pracującym działaczom malwersację i sprzeniewierzenie miejskich dotacji na klubową działalność. Jednakże już wkrótce, po wnikliwym rozpatrzeniu zarzutów okazało się, że pieniądze co do złotówki wydano na potrzeby sekcji, choć bezsporną winą zarządzających klubowymi finansami była zbytnia niefrasobliwość i, w kilku przypadkach, niewystarczająca znajomość, czy też mylna interpretacja obowiązujących przepisów, dotyczących finansowania sportu amatorskiego. Rozliczenia te zostały uznane przez skarbnika Miasta za nieprawidłowe i są sukcesywnie zwracane. Do chwili obecnej dług Klubu zmniejszył się o ponad dwie trzecie. Dla tzw. opinii publicznej liczył się jednak konkretny przekaz – klubowi działacze to złodzieje! Nieważne, że ci odsądzani od czci i wiary ludzie włożyli mnóstwo serca, wysiłku i własnych pieniędzy na rzecz Klubu i sportowej młodzieży naszego miasta. Nieważne, że byli wśród nich ogólnie szanowani pracodawcy i właściciele prywatnych bocheńskich firm, których już nikt nie namówi do społecznej działalności i przekazywania na nią własnych pieniędzy. Nieważne… Przecież tylko „władza” jest nieomylna i nie popełnia błędów…

Bo któż odważy się powiedzieć, że popełniono błąd oddając fotel wiceburmistrza pewnej pani, która, prócz kilku wybitnych 🙂 osiągnięć, miała także olbrzymie „zasługi” w rozwaleniu bocheńskiej piłki ręcznej. „Skuteczność” jej działań była porażająca! Wizyta u prezesa„Stalproduktu” była tego najlepszym przykładem. Hojnemu dotychczas, długoletniemu mecenasowi bocheńskiego sportu próbowała „doradzać” jak i na co ma wydawać zakładowe pieniądze (sic!). Efekt? Całkowite wycofanie się największego bocheńskiego zakładu pracy i zarazem pracodawcy z finansowania nie tylko I-ligowej piłki ręcznej, ale i w ogóle bocheńskiego sportu! Skończyły się marzenia o handbalowej ekstraklasie, rozbita sekcja została „wcielona” do MOSiR-u. Ale obowiązywała popularna przyśpiewka: „Polacy, nic się nie stało”… I w  taki oto sposób doszliśmy do „centrum zarządzania” bocheńskim sportem o nazwie Miejski Ośrodek Sportu i Rekreacji…

Rozmawiałem niedawno z jednym z byłych burmistrzów naszego miasta. Poprosiłem, by mi wytłumaczył dlaczego za czasów jego rządów nie było jakichś większych problemów i nieporozumień na linii MOSiR – BKS, w budżecie zabezpieczano pieniądze na statutową działalność Klubu, zaś z boisk i pozostałych miejskich obiektów sportowych piłkarze  BKS-u (również oldboje) mogli korzystać stosownie do potrzeb i bez szczególnych ograniczeń –  oczywiście po wcześniejszym uzgodnieniu. Odpowiedź była prosta: – po pierwsze nikt nie negował roli i potrzeby wspomagania działalności zasłużonego dla miasta Klubu, po drugie zaś zarządzająca miejskimi obiektami sportowymi dyrektorka MOSiR-u dostawała polecenie i musiała je wykonać! Banalnie proste, choć… być może sugerujące zamianę ról obecnie wydającego z wykonującym polecenie…

Ale o tym i innych sprawach już wkrótce, w kolejnym odcinku podsumowań… (jzawada)

Ten wpis został opublikowany w kategorii Aktualności, BKS, BKS Bochnia, BKS Oldboys, Piłka nożna, Piłka nożna Bochnia, Sport. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

1 Response to „Miejski” BKS – czy coś się zmieni???

  1. Myslałem współcześnie,ale autor ujał historycznie i zapowiedział dalsze odcinki.Powiem jasno BKS jest Miejskim Klubem Sportowym samodzielnym Stowarzyszeniem,który od podjęcia uchwały R.M może w wiekszym stopniu liczyć na mecenet miasta w sprawach funkcjonowania tego zasłużonego-95 letniego Klubu.Zawarte porozumienie pomiedzy Burmistrzem Miasta ,a Klubem parafowane przez Rajców naszego królewsko-górniczego miasta stwarza nowe możliwosci i nadzieje do lepszego dzialania ,oczywiście w ramach i zgodnie z obowiazującym prawem.

    Polubione przez 1 osoba

Dodaj komentarz