Na początku lat siedemdziesiątych ub. wieku drużyna piłkarska naszego Klubu była zasilana zawodnikami-żołnierzami, pełniącymi służbę wojskową w tutejszej jednostce wojskowej. Przeważnie byli to zawodnicy z niższych lig, o których nie upominały się mocne kluby wojskowe. Czasami byli to również zawodnicy BKS-u, których przydziały do bocheńskiej JW 4046 (nr. jednostki) były lekko „sterowane” przez operatywnych 🙂 działaczy klubowych. Warto wspomnieć, że w tych czasach w budynku Klubu działały komisje lekarskie WKU, rekrutujące poborowych… Skala tych wojskowych „zasileń” drużyny była minimalna – często jeden do dwóch zawodników w sezonie piłkarskim.
Nastąpił jednak taki okres w historii Klubu, kiedy w latach osiemdziesiątych, po wprowadzeniu stanu wojennego, wojsko, przy pełnej aprobacie ówczesnych władz miasta zaczęło „uzdrawiać” bocheński sport. Do bocheńskiej jednostki wojskowej zaczęto ściągać z różnych jednostek żołnierzy-zawodników, którzy, w zamyśle wojskowych władz Klubu, mieli zdobyć dla Bochni piłkarską III ligę.
1986r. Jak widać na załączonych obrazkach, w drużynie WBKS Bochnia, teoretyczną szansę na występ miało tylko dwóch(!) zawodników z Bochni – rezerwowy bramkarz Marek Pachuta i Tomek Poradowski…
Czym to skutkowało? Z jednej strony, Klub zyskał, na parę lat, mocnych sponsorów – do finansowania sportu przymuszono dyrekcje wielu bocheńskich zakładów pracy. Przez ten czas w Klubie biedy nie było, lecz zysk ekonomiczny miał się nijak do efektów czysto sportowych. Postawiono na „gotowca”, czyli obcych zawodników z tzw. armii zaciężnej, całkowicie zapominając o bocheńskich wychowankach. Czym się to skończyło, wszyscy wiemy – z awansu „nici”, bocheńskie , młode talenty piłkarskie opuściły miasto w poszukiwaniu klubów, a w 1989 roku, na fali przemian ustrojowych, z finansowania BKS-u wycofali się niedobrowolni sponsorzy. Z klubu zniknęło wszystko to, co przedstawiało jakąkolwiek wartość, zostały puste półki po sprzęcie sportowym, ogołocone pomieszczenia gospodarcze, z kotłownią bez grama opału na nadchodzący właśnie okres grzewczy. I tylko dzięki garstce ludzi, którym nieobojętny był los Klubu i ich gigantycznej, niedocenianej do dziś pracy, Bocheński Klub Sportowy przetrwał do dni dzisiejszych… (jzawada)

rombali co sie dalo
PolubieniePolubienie