
Piłkarskiego podsumowania roku nie będzie – raz, że niewiele ciekawego się działo, dwa, że jedyną znaczącą sprawą było utrzymanie się w III-ligowych rozgrywkach seniorów BKS-u, z dużymi szansami na prolongatę tego stanu w kolejnym sezonie. Futsal, bez obrazy, jako substytut poważnej, pełnowymiarowej piłki interesuje mnie raczej rekreacyjnie, chociaż w kontekście lokalnym, żerując na „gotowcach” wyszkolonych w Bocheńskim Klubie Sportowym stanowi on realne zagrożenie dla bytu Klubu. Na dodatek, działając zaledwie od kilku miesięcy jako Stowarzyszenie, uzurpuje sobie prawo do traktowania go w sferze miejskich dotacji na równi z blisko stuletnim Bocheńskim KS…
Ostatnio, wiele negatywnych emocji wzbudziła informacja na „Bochnianinie” o przewidywanych kosztach utrzymania BKS-u w 2014 roku… To, że sport na poziomie wyczynu musi sporo kosztować, nie podlega dyskusji. Jeśli jest tzw. społeczne zapotrzebowanie na konkretne dyscypliny sportu, wystarczy spełnić „tylko” dwa podstawowe warunki: wyszkolić, czy też pozyskać wyczynowców i zdobyć na to kasę. Fajnie jest, gdy znajdzie się prywatny sponsor, gotów w ramach, nie czarujmy się, chwilowego kaprysu, wyłożyć własne środki, gorzej, gdy dojną krową ma być lokalny urząd miejski, czy gminny (dotyczy zwłaszcza największego beneficjenta, MOSiR-u). Wtedy właśnie zaczyna się lobbystyczny kabaret z cyklu „O wyższości Świąt Wielkiej Nocy nad Świętami Bożego Narodzenia”, czyli udowadnianie, która dyscyplina jest najważniejsza i której się w związku z tym najwięcej „należy”. Niedługo dowiemy się, jak zostały podzielone środki pieniężne zapisane na sport w tegorocznym budżecie.
Tutaj, niestety, władza samorządowa musi wykazać się mądrością – jeśli już zdecydowała się na finansowanie wyczynu (choć nie ma takiego obowiązku!), niech to robi w oparciu o rzeczywiste potrzeby, a nie pod wpływem niezdrowych emocji, kampanii wyborczych czy też „widzimisię” niekompetentnych urzędników magistrackich. Stawianie np. zarzutów działaczom BKS-u,że nie znaleźli sponsora strategicznego jest równie zasadne jak to, by winić ich, że drużyna nie załapała się do Ligi Mistrzów. Nie można również ciągle robić z ludzi idiotów – powszechnie wiadomo, jak ciężko i skutecznie „pracowali” kolejni władcy Bochni nad wyleczeniem z filantropii bocheńskich przedsiębiorców, od właścicieli „Cold”-u… poczynając, kończąc na szefie „Stalprodukt”-u…
W tej nieustającej nagonce na piłkę nożną (tutaj Bocheński Klub Sportowy) i żądaniem zaprzestania wspierania Klubu przez Miasto, pozostałe wyczynowe dyscypliny, na które bez szemrania łoży kasę miejski skarbnik jawią się jako nic nie kosztujące i bardziej potrzebne od tej skorumpowanej piłki nożnej. No to może dowiemy się, ile ten „dochodowy” MOSiR dostaje od Miasta pieniędzy na wyczynowców z sekcji piłki ręcznej, piłki siatkowej i judo??? Gwarantuję – niejednemu krytykantowi szczena opadnie na kolana… I wcale nie chcę winić za to zawodników tych sekcji, bo umiem docenić wysiłek i zaangażowanie każdego z nich, ale wara wszystkim od wycierania sobie niejednokrotnie ubrudzonej gęby o działaczy i zawodników Bocheńskiego Klubu Sportowego, związanych z piłką nożną! Amen.
SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO 2014 ROKU dla piłkarzy, kibiców i sympatyków Bocheńskiego Klubu Sportowego. Oby ten rok był dla nas wszystkich lepszy od minionego!!! (JZ)
