Wczoraj wieczorem, w bocheńskim szpitalu, zmarł mój starszy brat Janek.
Niegdyś, piłkarsko utalentowany zawodnik, później oddany kibic BKS-u ( na zdjęciu, trzeci od prawej)
Pobity (uszkodzenie pnia mózgu) kilkanaście dni temu, zmarł nie odzyskawszy przytomności. Człowiek pogodnego usposobienia, przyjaźnie nastawiony do ludzi i otaczającego Go świata. Z racji uzależnienia od choroby alkoholowej, obiekt ciągłych drwin i zaczepek niektórych bocheńskich „chrześcijan”, nieraz pobity – ot, tak dla sportu… Dla jednych dziwoląg i pośmiewisko, dla nas, rodziny – mimo wszystko – kochany mąż, syn, brat, wujek. Spoczywaj w pokoju braciszku, TAM już nikt Ci krzywdy nie zrobi…
Ps. Sprawca śmiertelnego pobicia został zwolniony przez bocheńskiego prokuratora, (bez postawienia zarzutów!) w 48 godzin po zatrzymaniu… (JZ)
