Moja sobotnia wizyta na bocheńskim stadionie sportowym podyktowana była chęcią obejrzenia zmagań drużyny juniorów młodszych ze swoimi rówieśnikami z Tuchowa. Niepokojące jest to, że ostatnie sześć spotkań obydwu juniorskich zespołów naszego Klubu, to pasmo wysokich porażek bezpośredniego zaplecza III-ligowej drużyny BKS-u. Jeśli dołożyć do tego nie najlepsze, ostatnio, osiągnięcia seniorów (trzy porażki i ciężko wywalczony remis), to nie chcę być złym prorokiem, ale bocheńską piłkę nożną może w przyszłym roku czekać spektakularna klapa, czyli spadek wszystkich trzech zespołów do niższych klas rozgrywkowych. Biorąc pod uwagę problemy kadrowe i zdrowotne seniorów oraz istotne przetasowania rocznikowe w juniorach, przed zawodnikami i ich trenerami stoją potężne wyzwania. Ale dopóki piłka w grze…
Moje „czarnowidzenie” pogłębiło się jeszcze bardziej, gdy ujrzałem dziwnie wyglądającą murawę miejskiego boiska – znaczna część trawy była koloru… czarnego! W pierwszej chwili pomyślałem, że to sprawka jakichś istot pozaziemskich, które, zainteresowane „kosmicznym” rozwojem naszego miasta, przy lądowaniu swoim statkiem na stadionie przypaliły trawę :), jednak po rozmowie z osobami „zawsze dobrze poinformowanymi” okazało się, że „zmiana kolorystyki” nawierzchni boiska to efekt działalności wysokiej klasy „specjalistów” od utrzymania obiektów sportowych zatrudnionych przez MOSiR.

„Fachowcy” ci, obficie posypując murawę sobie tylko znanymi specyfikami, konsekwentnie realizują plany dyrektorki tej placówki – ślady po BKS-ie mają być wypalone do gołej ziemi! A może chodzi również o to, by lokalni złośliwcy i krytykanci mogli mówić, że obecna gra piłkarzy przypomina… orkę na ugorze 🙂 ?
Ale złośliwości na bok, teraz całkiem poważnie. Nikomu, kto ma choć trochę oleju w głowie, nie potrzebuję tłumaczyć, jak długo i ciężko trzeba pracować nad tym, by murawa stadionu spełniała wymogi zarówno od strony technicznej, jak i wizualnej. Nie należy również zapominać o kosztach – to są naprawdę spore pieniądze. Radosna „tfurczość” ekipy z Parkowej może te koszty zwielokrotnić. Dlatego nieśmiało, choć po raz n-ty zapytam, czy ten kolejny przykład dyletanctwa i wręcz szkodnictwa administratora miejskiego boiska, nie jest wystarczającym powodem do przekazania, do wyłącznej dyspozycji BKS-u, tego typowo piłkarskiego obiektu?
Na ostatnim walnym zebraniu BKS-u, dyrektorka MOSiR-u użalała się, jak to jej ciężko jest utrzymać stadion (za miejskie przecież pieniądze!!!), więc, czy nie lepiej ulżyć nieudolnej pani dyrektor i na tych samych warunkach przekazać obiekt tym, którzy się na tym znają??? Obawiam się jednak, że powyższe, z pozoru retoryczne pytania, kierowane są również do dyletantów z UM… (JZ)
