Zamiast zdroworozsądkowej decyzji w sprawie zmiany napisu na stadionowej tablicy na zgodną z prawdą i wręcz uniwersalną nazwą „Stadion Miejski im. dr. Władysława Krupy” , funduje się nam bełkot i pokrętne „wykładnie” prawnicze, w końcu i tak sprowadzające się do przyznania racji składającemu interpelację radnemu.
Dosłownie, ręce opadają, gdy się wprost czyta, że nie ma sprzeczności w nazywaniu tymczasowego administratora, czy też zarządcy obiektu, właścicielem tegoż. Przecież MOSiR, czy też inny twór, który w każdej chwili może zostać kolejnym zarządcą, jest tylko i wyłącznie nieoznaczonym w czasie administratorem miejskiego obiektu, nb. pozyskanego przez Miasto z ewidentnym naruszeniem prawa. I tym się prawnicy powinni zająć!!!
„Prawo prawem, ale sprawiedliwość musi być po naszej stronie” – taką mniej więcej kwestię wygłosiła babka Kargulowa, w słynnej scenie z granatami, z filmu „Sami swoi”. Stosowanie tej retoryki przez rządzących obecnie Bochnią jest kolejnym dowodem na to, że w naszym pięknym mieście żadna decyzja nie może być podjęta przez władze przy użyciu własnego umysłu – najlepiej wyręczyć się mecenasem. Choćby z wiśnickiej metropolii… Żałosne. (JZ)


