Dwa oblicza sportu…

Sportowe powiązania i kontakty Bocheńskiego Klubu Sportowego i Hutnika Kraków sięgają początków lat siedemdziesiątych ub. wieku. Sekcja piłki nożnej BKS-u przez wiele lat działała w oparciu o pomoc finansową hutniczego zakładu z Bochni, podległego wówczas krakowskiej Hucie im.Lenina, później im.Sendzimira. Często korzystaliśmy z obiektów Hutnika Kraków przygotowując się do rozgrywek, grając sparingi, czy też ćwicząc w okresie zimowych w hali i siłowni.18

Nasz zespól wzmacniali zawodnicy i trenerzy z hutniczym rodowodem. Na zdjęciu: pierwszy z prawej trener Jan Tyrka, leżą od prawej Wojtek Laśkiewicz i Andrzej Sitek (wszyscy Hutnik Kraków)13

Rok 1999. Po turnieju na Suchych Stawach – i mnie też się coś od życia należy… 🙂

Nasza oldbojowska ekipa utrzymuje te sportowe kontakty nieprzerwanie od ponad dwudziestu lat, uczestnicząc w rozgrywkach i turniejach organizowanych zarówno w Bochni, jak i w Krakowie. Sparingi z olbojami Hutnika są okazją do fajnej zabawy, spotkań z przyjaciółmi, a także całkiem poważnej, sportowej rywalizacji. Właśnie w ub.piątek, na wspaniałym, pełnowymiarowym boisku ze sztuczną murawą…

Sparing z Hutnikiem  21.06.13 010

…pokonaliśmy zespół oldbojów Hutnika 2:0, podtrzymując zwycięską passę ostatnio rozegranych spotkań. Bramki zdobyli Marcin Imiołek i Daniel Goryczko. Prócz nich grali: Krzysiek Cepak, Staszek Szydłowski, Jurek Noskowicz, Mirek Wilk, Sławek Maślaniec, Jacek Budzyn, Piotrek Turkiewicz, Łukasz Grabarz, Staszek Broszkiewicz oraz gościnnie młody bramkarz BKS-u Damian Szydłowski i niżej podpisany (JZ)

Akurat dzień później, w sobotę, na bocheńskim stadionie odbył się III-ligowy pojedynek BKS-u z Hutnikiem Kraków. Choć sam mecz toczył się w sportowej atmosferze, to już otoczka wokół spotkania, ze sportem miała niewiele wspólnego i stała się okazją do zademonstrowania tego, co w ostatnich latach całkowicie obnaża słabość, a momentami wręcz kuriozalność polskiego prawa administracyjno-karnego. Rozwydrzona hołota, w asyście ochroniarzy i policji jest wprowadzana na obiekty sportowe jako ” zorganizowane grupy kibiców” dezorganizując przy okazji funkcjonowanie połowy miasta. Na szczęście w Bochni skończyło się to „tylko” pobiciem przez kiboli kilku osób, (w tym jednej całkiem przypadkowej,spacerującej po Lasku w „niesłusznej” koszulce), co władze mogą uznać za sukces – przecież mogło się skończyć obcięciem maczetą głowy lub ręki, tak jak niedawno w Krakowie, i śmiercią napadniętego.

Sama organizacja meczu „podwyższonego ryzyka” wykazała, że następuje tu całkowite pomieszanie z poplątaniem – normalny kibic przegrywa pod każdym względem. Kiboli wpuszcza się odgrodzoną przez policję główną bramą, oddając im do dyspozycji praktycznie cały stadion. Zwykłych kibiców upchnięto na niewielkiej trybunce jak w jakimś getcie, duża ich część nie została poinformowana, że nie ma wejścia przez główną bramę i weszła na stadion dopiero w trzydziestej minucie meczu. Towarzyszące spotkaniu wulgarne przyśpiewki zwaśnionych grup kibolskich jakoś dziwnie korelowały z odwołującym się do przestępstwa napisem na stadionowym murze.

Zdjęcie, nieznikającego już od wielu tygodni napisu, dedykuję po raz kolejny administratorce stadionu, oraz władzom miasta, właścicielowi obiektu…   (JZ)

Ten wpis został opublikowany w kategorii BKS Bochnia. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz