BKS – o tym też trzeba wiedzieć…

Sport w Bochni, na przestrzeni dziesiątków lat (aż do czasu zafundowania sobie przez miasto MOSiRu), nigdy nie był jakoś specjalnie hołubiony przez władze. Piłka nożna, ręczna, siatkowa, to trzy podstawowe dyscypliny, które przez całe lata wypełniały zapotrzebowanie społeczne na tzw. doznania sportowe w Bochni i okolicy. Prezentowany poziom sportowy był przeważnie adekwatny do społecznego zainteresowania i nie wybijał się ponad przeciętność. Czy zaspokajało to ambicje i oczekiwania kibiców – chyba nie, lecz realia zawsze były takie same – bardzo rzadko oczekiwania „zgrywały” się z możliwościami i odpowiednią przychylnością kolejnych władz, później także i prywatnych sponsorów, mniej lub bardziej hojnych.

O ile przed rokiem 1989 był to partyjnie sterowany „dopust boży”, to już po oddaniu władzy przez PZPR, z finansowego wspomagania Bocheńskiego Klubu Sportowego wycofały się wszystkie zakłady pracy oraz bocheńska jednostka wojskowa, która wówczas zarządzała Klubem. Ówczesny Zarząd Klubu podał się do dymisji podczas zwołanego Nadzwyczajnego Walnego Zebrania Członków Klubu (wrzesień ’89). W spadku zostawiono pustą kasę, ogołocony z jakiegokolwiek wartościowego sprzętu sportowego magazyn, oraz klubową kotłownię, w której próżno by było szukać choćby jednego kawałka koksu, co w obliczu nadchodzącej zimy miało niebagatelne znaczenie.

Piętnaście osób (z około dwustu !) uczestniczących w tym zebraniu, spontanicznie zadeklarowało społeczną pracę na rzecz ratowania Klubu i . W totalnej biedzie zaraz po transformacji ustrojowej, była to prawie samobójcza deklaracja. A jednak się udało! Uruchomiono prywatne znajomości wśród osób znaczących w mieście i sympatyków Klubu. Dzięki Józefowi Kocotowi, byłemu zawodnikowi BKS-u (wtedy radnemu) zorganizowano „wyjazdową” sesję RM w nieogrzewanym budynku klubowym, w efekcie czego „wyżebrano” od miasta, niezbędne w obliczu zbliżającej się zimy, dwadzieścia ton koksu, ratując tym samym budowlę przed ruiną. Podjęto działalność gospodarczą (produkcja pustaków) przy pomocy zdobywanych i remontowanych własnym sumptem urządzeń. Działalność sportowa, pozbawiona całkowicie jakichkolwiek dotacji, finansowana była również z wpływów za wynajem klubowych pomieszczeń, organizowanie dyskotek oraz publiczną pralnię.  Dosłownie, każdy dzień był walką o przetrwanie Klubu, często na przysłowiowych „wariackich papierach”. Sportową nagrodą dla działaczy i kibiców był powrót piłkarskiej drużyny, w dwa lata po degradacji, w szeregi czwartoligowców, a także w miarę stabilna sytuacja finansowa Klubu. Ciężka i bez ciągłych roszczeń finansowych praca przyniosła efekty. Wtedy to wystarczało – w dzisiejszych, chorych  czasach, historia nie do powtórzenia!!!

Dlaczego o tym piszę? Bo w zapomnienie idzie to, co było potem.  Po kilkuletnie harówce przy ratowaniu Klubu znaczna część działaczy zrezygnowała z działalności. Decydujący wpływ na takie decyzje miały jakże znane i teraz, różnego rodzaju totalnie absurdalne insynuacje, rozpowszechniane pod adresem ludzi, którzy tak ofiarnie i całkowicie bezinteresownie pracowali na rzecz Klubu. Do władzy, po statutowych wyborach, doszli ludzie, którzy działając na zasadzie TKM ( Teraz K***a My), wcześniej wyzywali od złodziei Bogu ducha winnych społecznych działaczy i ogłupiali zawodników  (dzięki glosom których wygrali) obiecankami finansowymi i tym, że pokażą jak się zarządza klubem.

 I pokazali…  Dwa lata bezprzykładnej nieudolności, ignorancji i całkowitego braku pomysłu na prowadzenie Klubu wystarczyły, by to, co z takim trudem wywalczyli poprzednicy legło w gruzach. Ci „świetni fachowcy od zarządzania” po prostu w pewnym momencie uznali swą „misję” za zakończoną… i zrejterowali. I coś, co dla mnie jest całkowicie niezrozumiałe – później, niektórzy z nich przez całe lata chodzili w glorii i chwale wielkich szkoleniowców i dobrodziejów Klubu! A ja, tak przy okazji, chciałbym poznać powody, dla których np. jeden z nich, odchodząc z Klubu, zabrał z przygotowanej na mecz torby ze sprzętem, komplet strojów piłkarskich, które wcześniej, mocno to nagłaśniając, podarował drużynie… Dlaczego inny zaś dopuścił się rzeczy bezprecedensowej –  nie mając do tego żadnych uprawnień, rok po decyzjach podjętych na Walnym Zebraniu, w obecności notariusza p o d a r o w a ł (sic!) Miastu klubowy majątek, łamiąc tym samym Uchwałę Walnego Zebrania Członków BKS w sprawie komunalizacji tego majątku, którą wcześniej sam podpisał! Komunalizacji na szczegółowo opisanych zasadach!

Tak właśnie, w lapidarnym skrócie wyglądały „ostatnie tchnienia” Klubu (1995 -1996r). Pisząc o tych, delikatnie mówiąc kontrowersjach, doskonale zdaję sobie sprawę, że narażam się na ostracyzm ze strony pewnej części środowiska, w którym (jeszcze?) w jakimś stopniu funkcjonuję. Nie chcę komentować pierwszego przypadku, jednak druga sprawa wymaga absolutnie wyjaśnienia. Zapyta ktoś, niezorientowany w szczegółach, dlaczego wtedy nikt z członków Klubu nie protestował? Otóż dlatego, iż nie miał kto protestować – zgodnie z uchwałą Walnego Zebrania uległo samorozwiązaniu i przestało istnieć Stowarzyszenie Bocheński Klub Sportowy, a wszystkie dokumenty przejęło Miasto, które samodzielnie, poprzez swoich urzędników zaczęło zarządzać Klubem. Głęboko, w Sądzie Rejonowym ukryto najważniejszy dokument tj. w/w Uchwałę Walnego Zebrania. Do tego dokumentu dostęp miał  t y l k o  pełnomocnik UM, zaś kopia, która powinna być teraz w posiadaniu na nowo reaktywowanego Stowarzyszenia dziwnym trafem uwięziona była w sejfie pani dyrektor MOSiR-u,  dozgonnego (w dosłownym znaczeniu) „przyjaciela” BKS-u. (jzawada)

Za kilka dni przedstawię (przypomnę) bardziej szczegółowo informacje o komunalizacji obiektów BKS-u, które już ukazywały się na moim blogu… Pozdrowienia dla recenzentów z Parkowej…

Ten wpis został opublikowany w kategorii Aktualności, BKS, BKS Oldboys, Piłka nożna, Piłka nożna Bochnia. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz