Zawsze jest dobry czas, by mówić o problemach bocheńskiej piłki nożnej. Zwłaszcza teraz, gdy w polskiej piłce następują tak długo oczekiwane zmiany w samym PZPN-ie. Czas pokaże, czy powszechne poparcie dla nowego prezesa związku przełoży się na konkrety uzdrawiające jakość i wizerunek piłki kopanej w Polsce. Dodajmy – piłki kopanej i poniewieranej przez wszystkich, przy niebagatelnym udziale samych piłkarzy i działaczy piłkarskich. Nowy zarząd otrzymał potężny mandat społeczny i polityczny. Już pierwsze wypowiedzi ludzi teraz odpowiedzialnych za polską piłkę napawają optymizmem – wreszcie zlokalizowano, obok wielu, największy mankament w dotychczasowej działalności piłkarskiej centrali – tragiczny system szkolenia piłkarskiego narybku…a raczej jego brak.
Piłki nożnej w Polsce nie można postrzegać tylko przez pryzmat wyników reprezentacji, czy też ligowej „młócki”. Tak samo na naszym lokalnym podwórku – nie można skupiać uwagi tylko na utrzymaniu drużyny seniorów w III lidze. Doceniam znaczenie i wagę tego zadania, ale przepraszam, to nie jest stowarzyszenie pod nazwą ” III liga w Bochni”, tylko zasłużony dla miasta, blisko stuletni Bocheński Klub Sportowy, zaś ludzie, którzy zdecydowali się nim zarządzać wzięli na siebie odpowiedzialność za tzw. całokształt. Mam, tak samo jak większość kibiców wielkie uznanie dla ich dotychczasowej pracy na rzecz utrzymania przy życiu sekcji piłki nożnej, lecz obawiam się, że tak na dłuższą metę nie da się pociągnąć tego „piłkarskiego wózka” bez jasnych deklaracji Miasta dotyczących przyszłości Klubu. A przyszłość tego Klubu nierozerwalnie łączy się z przynajmniej trzema tematami, konsekwentnie (aby tylko nie drażnić burmistrza!) unikanymi przez zarząd BKS-u.
Pierwszy z nich wciąż dotyczy niewyjaśnionych do dzisiaj nieprawidłowości związanych z przejęciem przez Miasto majątku Klubu – patrz: Czy kogoś to jeszcze obchodzi? , drugi, swobodnego i zgodnego z potrzebami dostępu do miejskiego stadionu piłkarskiego i oddzielnego pomieszczenia dla BKS-u w budynku przy Parkowej, trzeci – powrotu do Klubu trampkarzy (wraz z dotacją) z zesłania do MOSiR-u. Kompletnie nie przekonuje mnie komentarz jednego z członków zarządu BKS-u, że „… pewnych spraw nie przeskoczymy…” A czy w ogóle próbowaliście? Bo jeśli nie Wy, to KTO ma o to powalczyć? Skąd ten strach przed przedstawieniem tych tematów burmistrzowi, radnym? Przecież nikt obecnego burmistrza nie obwinia za decyzje jego poprzedników, więc i na jakiej podstawie mógłby te zapytania odebrać jako atak na siebie? Trochę logiki – przecież wyjaśnienie tej pierwszej kwestii, to także sprawa wiarygodności Urzędu Miasta i nie można tego wciąż zamiatać pod dywan. A może burmistrz czeka na oficjalne zapytanie w tej sprawie od przedstawicieli Klubu?
Sprawa druga – przez całe dziesięciolecia miejski stadion był wspomagany z budżetu miasta i „przypisany” Klubowi na potrzeby sekcji piłki nożnej BKS-u, a nad bramą wejściową widniał napis „Bocheński Klub Sportowy”. Także teraz nikt nie chce Miastu odbierać jego własności, ale o jakieś prawa do korzystania z tego obiektu, i np. jego dzierżawę za symboliczną złotówkę Zarząd Klubu musi powalczyć.Tak przy okazji – pusty śmiech człowieka ogarnia gdy czyta uchwałę-bubel Rady Miasta z 30.06.2011r., która nadaje imię legendy BKS-u, dr. Władysława Krupy nie Miejskiemu Stadionowi Sportowemu, lecz Stadionowi MOSiR-u (sic!). To, że pod uchwałą widnieje podpis totalnego ignoranta sportowego, przewodniczącego tej Rady akurat nie musi dziwić, ale zatwierdzenie tego cygaństwa przez syna byłego piłkarza bocheńskiego Klubu – już tak.
Ochoczo skorzystała z tego szefowa MOSiR-u, malując sobie wielkimi literami reklamówkę, w dodatku spychającą nazwisko patrona w cień… Nieśmiało zapytam ; i kto tu z kogo robi idiotę??? Tym bardziej, że część radnych zauważyła pomyłkę i zgłosiła poprawkę do uchwały! I co? NICO!
Wreszcie trzecia i najważniejsza z wielu powodów sprawa powrotu do Klubu z MOSiR-u zespołów trampkarzy. Powinna w tym pomóc sama pani dyrektor Ośrodka, nie kryjąca tego, że piłka nożna ją nie obchodzi. Nie będę się powtarzał – jest wystarczająco dużo powodów, by szkolenie tych chłopców odbywało się tam, gdzie ich piłkarska przyszłość. Tam, gdzie nikt nie będzie im kazał płacić za to, że chcą się sportowo rozwijać. Szczerze bym się dziwił, gdyby panowie z zarządu BKS-u nie zauważyli też choćby i takich korzyści, jak możliwość powierzenia szkolenia trampkarzy kolejnym piłkarzom z zespołu seniorów i tym samym zatrzymanie ich w Klubie.
Nie jest moim celem pouczanie, czy też obciążanie winą obecnego Zarządu Klubu za wieloletnie grzechy zaniechania ich poprzedników. Proszę tylko o spokojne, pozbawione emocji podejście do przedstawionych tutaj sugestii. Piłeczka jest po Waszej stronie…
Ps. Pozdrowienia dla „recenzentów” z Parkowej…
