Poniższe zdjęcia i ludzie na nich, to spory kawałek historii Bocheńskiego Klubu Sportowego i piłki nożnej w Bochni.
Drużyna piłkarzy BKS-u z lat pięćdziesiątych ubiegłego stulecia. Stoją od lewej: Roman Turkiewicz, Eryk Piesiur, Józef Krakowski, Michał Jaroszewski, Jerzy Świerczek, Adam Merta, poniżej: Stefan Lipina, Paweł Porwol, Michał Kaczorowski, Rudolf Skipioł, Jan Mastaj.
Rok 1971. Drugi zespół piłkarzy BKS. Tworzyli go zawodnicy mający w większości występy w pierwszym zespole już poza sobą, niektórzy z nich z powodzeniem uprawiali również inne dyscypliny sportu. Stoją od lewej: trener Jan Mastaj, Jurek Kowalski, Wiesiek Starzyk, Rysiek Majcher, Wiesiek Klima, Rysiek Migda, Zbyszek „Kuba” Florek, Kazek Klimek ( w późniejszych latach,na emigracji w Kanadzie, prowadził reprezentację tego kraju w … piłce wodnej!), Olek Wnęk „Dziadek” – wtedy właśnie zakończył grę w BKS-ie, będąc grubo po „czterdziestce”. W dolnym rzędzie: Kazek Kita – w tamtych latach czołowy piłkarz ręczny naszego Klubu, Marian „Mańkut” Cempa, Olek Wawrowski, Władek Dygutowicz – dopiero rozpoczynający grę w BKS-ie.
Przypominając zawodników z tamtych lat, stawiam sobie teraz naiwne chyba pytanie – czy wrócą kiedyś takie czasy, w których podstawowym argumentem przemawiającym za grą w piłkę będzie sama przyjemność z racji uprawiania sportu oraz zaszczyt reprezentowania swojego Klubu i Miasta, a nie same korzyści materialne. Niestety, ostatnie czasy pokazały, że większość naszych piłkarskich orłów ze swoim macierzystym Klubem łączy tylko kasa. Jej chroniczny brak w BKS-ie spowodował totalny exodus czołowych zawodników z drużyny. Nie mają ochoty tyrać w Bochni za free, wolą dwie stówki za występ w kapuścianych ligach. Nieważne, że mieli okazję zaistnieć na III-ligowych boiskach i skorzystać z możliwości „załapania” się do jakiegoś solidnego klubu, więc i grę za prawdziwą kasę.
Paradoksalna wydaje się sytuacja, kiedy z Klubu, który wreszcie zdobył oczekiwany od kilkudziesięciu lat awans, dobrowolnie odchodzą zawodnicy – raczej dzieje się tak tylko w przypadku degradacji drużyny. Ambicją każdego sportowca powinno być podnoszenie swoich kwalifikacji i sięganie po coraz wyższe cele. Jednak w tym wypadku najważniejsze jest… nie mieć żadnych ambicji sportowych! Ci, co opuścili zespół, dali się skusić drużynom grającym co najmniej dwie klasy niżej. Być może nigdy już nie zasmakują gry na poziomie, który wywalczyli z BKS-em. Czy mogą kiedyś tego żałować? Przypominają mi się słowa z „Wesela” Wyspiańskiego: – „Miałeś, chamie, złoty róg…” . Ale nie lękajcie się orły, poeta nie was miał na myśli… (jzawada)

Szanowny Panie Zawada, te „Orły” jak ich Pan nazywa mają swoje rodziny, zobowiązania wobec pracodawców u których są zatrudnieni i pewnie jeszcze kilkanaście obowiązków których tu nie będę wymieniał bo nie ma to większego sensu… do czego zmierzam w 3 lidze od chłopaków należy wymagać trenowania co najmniej 3 razy w ciągu tygodnia, do tego pojawiają się dalekie wyjazdy także w czasie rozgrywek chłopaki nie mają wolnych weekendów, natomiast wydaje mi się, że Ci zawodnicy zrobili już wystarczająco dla klubu, bo grając za tzw. czapkę gruszek awansowali do 3 ligi a dobrze wiemy jak wyglądała sytuacja klubu…A swoją drogą Pan pewnie zawsze grał „społecznie” pozdrawiam:p
PolubieniePolubienie
Chyba zacznę pod swoimi tekstami umieszczać dopisek „Czytaj ze zrozumieniem”. To jedno. Drugie : „Orły”, pisane z dużej litery, to mogą być tylko „Orły Górskiego” lub, oczywiście „Orły… Noszkowskiego”. No i po trzecie – kiedy ja kończyłem kopanie piłki w BKS-ie, pana nie było jeszcze na świecie, więc w sprawach rozumienia sensu uprawiania sportu dla samej przyjemności dzielą nas lata świetlne i obawiam się, że nie jest pan w stanie tego ogarnąć. Tematu nie podtrzymuję. Też pozdrawiam…
PolubieniePolubienie