Zawsze staram się odpowiadać na rzeczowe pytania, stawiane mi bezpośrednio, bądź w komentarzu do tekstu na blogu. Z uwagi na dość szeroki zakres spraw poruszonych przez p. Leszka Kowalewskiego w komentarzu do tekstu pt. „BKS – uszanujmy patrona”, konieczne jest przypomnienie niektórych faktów, być może nieznanych lub tylko częściowo znanych, zarówno sympatykom jak i wrogom Bocheńskiego Klubu Sportowego. Mam również nadzieję, że p.Leszek, jeden z niewielu tak szczerze i merytorycznie zainteresowanych losem Klubu, znajdzie tutaj odpowiedzi na zadane pytania…
O tym, w jaki sposób Miasto weszło w posiadanie majątku BKS-u, można poczytać w artykule pt. „Czy kogoś to jeszcze obchodzi„. Nie mam zamiaru obrażać niczyjej inteligencji, tu wnioski nasuwają się same…
Aktualnie, tzn. od blisko dziesięciu lat nie pełnię żadnych funkcji w Bocheńskim KS, więc i mój kontakt z obecnymi działaczami Klubu jest bardziej niż luźny. Dlatego nie mam i nie pragnę wywierać żadnego, również bezpośredniego wpływu na działania tego gremium. Wcale to jednak nie oznacza, że nie interesują mnie losy mojego Klubu. Jeśli zaś chodzi o pozostałe kwestie, pozwolę sobie na pewne dywagacje.
Nowy zarząd BKS-u swoją działalność rozpoczął z nierozliczonymi wydatkami poprzedniej ekipy, pustą kasą i ciągłą groźbą likwidacji Klubu. Na przekór wszystkiemu i przeciwnikom „zrobił” awans do trzeciej ligi – w tych warunkach to mistrzostwo świata !!! W nagrodę dostaje od władz miejskich „pomoc” w postaci „odmrożenia” nieswojego długu, i bezzwłocznej jego spłaty. Jest to wspaniała „zachęta” dla ewentualnych sponsorów, których tak rozpaczliwie poszukuje BKS. Efekty łatwo przewidzieć – do okradzionego z całego majątku Klubu, bez jakiejkolwiek bazy sportowej, bez jednego choćby pomieszczenia, w którym można by złożyć jakieś dokumenty, czy z kimś porozmawiać, nie przyjdzie nikt! Urzędujący burmistrz mógłby jednym zdaniem zmienić ten stan rzeczy – gdyby tylko chciał, on tymczasem „wspaniałomyślnie” wysyła po prośbie działaczy BKS-u, by żebrali o łaskę u dyrektorki MOSiR-u. Osoby, która jest żywotnie zainteresowana tym, by wszelki ślad po BKS-ie zaginął – jeśli ktoś tego nie widzi, służę adresami okulistów…
Czy nie widzą potrzeby ratowania Klubu choćby ci radni, którym jeszcze nie tak dawno ten Klub był do czegoś potrzebny – panowie Cholewa, Sroka, Wnęk??? Gdzie jest wielki, „wypróbowany przyjaciel” Klubu radny-przewodniczący Ścisło? Gdzie jest nieustępliwa teraz bojowniczka o zgodność przepisów z kasą, skarbniczka miejska, p.Zioło? Wszak za kadencji burmistrza Kosturkiewicza bez szemrania rozliczała kwestionowane dzisiaj przez nią wydatki na działalność BKS-u, żeby było śmieszniej, nadzorowane w BKS-ie przez przez jej podwładną z UM, wówczas księgową Klubu!!! Przedtem się dało, teraz się wszyscy zasłaniają strachem przed zarzutami prokuratorskimi? Toż to wredne…
Jak w tym wypadku mają się zachować, będący między młotem a kowadłem działacze BKS-u? Oczywiście nie ruszą tego majątkowego g…a, bo liczą na jakiś cud ze strony Miasta, że dzięki temu być może przesuną o parę miesięcy agonię Klubu. Agonię, o której marzą niektórzy…niektóre… Ale o tym już niedługo…
