Siatkówka męska…
Początki bocheńskiej siatkówki to spontaniczne próby zakosztowania całkowicie nowej, niezarejestrowanej w okresie międzywojennym w naszym mieście dyscypliny sportu. Pierwsze mecze, o charakterze wybitnie towarzyskim, rozgrywano tuż po wojnie w lasku na Uzborni.
Po udostępnieniu terenów przyległych do zabudowań salinarnych na placu koło szybu „Sutoris”, w błyskawicznym tempie wybudowano tam boiska do siatkówki i koszykówki, a w późniejszym czasie do piłki ręcznej. Znajdowały się one w miejscu, gdzie stoją obecnie „S”- ka i kawiarnia „Jubilatka”. Rozgrywane tam mecze cieszyły się znacznym zainteresowaniem.
Powoli krystalizował się zespół o coraz wyższych kwalifikacjach. W 1949 roku bocheńska drużyna została zgłoszona do ogólnopolskiego turnieju Zrzeszenia Sportowego „Górnik” i … w pięknym stylu została jego zwycięzcą! Sukces ten zmobilizował drużynę do startu w oficjalnych rozgrywkach w siatkówce okręgu krakowskiego, pod nazwą KS „Górnik” Bochnia. Przez kolejne lata bocheńscy siatkarze stopniowo awansowali do wyższych klas rozgrywkowych, by w 1954 roku zdobyć mistrzostwo okręgu krakowskiego. Dokonała tego „szóstka” w składzie : Józef Lysy, Aleksander Urban, Roman Łopata, Zdzisław Łopata, Zbigniew Kurnik, Kazimierz Ślizowski.
Przez kilkanaście lat siatkarze Bocheńskiego Klubu Sportowego utrzymywali się w czołówce krakowskiej ligi okręgowej, by pod koniec lat sześćdziesiątych znaleźć się w krakowsko-rzeszowskiej lidze międzywojewódzkiej. Józef Lysy, Bolesław Wnęk, Józef Kocot, Jerzy Górnisiewicz, Zbigniew Sojka, Tadeusz i Janusz Kurkiewiczowie, Kazimierz Ryncarz, Andrzej Rybak, Zbigniew Maliszczak, Jacek Tyrka, Jerzy i Ryszard Machajowie – to nazwiska doskonale znane bocheńskim sympatykom siatkówki.
Niestety, mimo sporych osiągnięć i zaangażowania trenera i zawodników nie udało się utrzymać piłki siatkowej w strukturach Klubu. W 1972 roku dochodzi do rozwiązania sekcji, która już się nie odrodziła. Powód dziwnie znany – trudności organizacyjno – finansowe… I właśnie w tym miejscu pozwolę sobie przytoczyć słowa legendy bocheńskiego sportu, wieloletniego dziekana krakowskiej AWF p.Władysława Stawiarskiego : (…) „Nie myślę wcale wcielać się w postać Rejtana, ale absolutnie nie mogę zrozumieć, jak to jest możliwe, aby w 30-tysięcznym mieście, w którym przebywa około tysiąca młodzieży w wieku „sportowym”, są boiska i sale sportowe, jest grono pedagogów z ukończonymi studiami WF, a sytuacja ekonomiczna wcale nie bardziej skomplikowana niż w innych aglomeracjach, nie można było utrzymać klubu i kilku sekcji sportowych (…)”.
Nic dodać, nic ująć – słowa te dedykuję bezradnemu p.burmistrzowi oraz zaradnym radnym z bocheńskiego magistratu… CDN.
