(cd.) Zarządzanie przy pomocy urzędników, nie mających z Klubem i w ogóle ze sportem nic wspólnego, musiało doprowadzić do wewnętrznych konfliktów. Z Klubu odeszło wielu zawodników, w tym kilku podstawowych, na dodatek wychowanków BKS-u. Powód ten sam – zero rozmów czy negocjacji umów – przyjmujesz nasze warunki, albo wynocha. Wyrzuceni, do dzisiaj czują wielki żal i to niestety do Klubu, choć w tym wypadku reprezentowanego wtedy przez ówczesnego burmistrza i jego wybrańców. Efekt łatwy do przewidzenia – zdecydowana obniżka poziomu sportowego drużyny, powodująca minimalne zainteresowanie kibiców i ewentualnych sponsorów. Jedyne pomysły na zmianę stanu rzeczy sprowadzały się tylko do kolejnych wymian trenerów i sprowadzania wraz nimi miernych i przypadkowych najemników, nieźle opłacanych, lecz niepotrzebnie zabierających miejsce w drużynie kończącym właśnie wiek juniora wychowankom, często lepiej wyszkolonym. Tym samym ciężkie pieniądze wydawane na szkolenie tej młodzieży (cykl szkoleniowy ok. 10 lat! ) były i są marnotrawione, a niechciani w BKS-ie zawodnicy zasilają okoliczne wiejskie kluby za darmo.
Niechętna, wręcz wymuszana” współpraca” MOSiR-u z BKS-em, z każdym rokiem pomniejsza znaczenie tego zasłużonego dla miasta Klubu. Paradoksem wydaje się np. fakt kilkuletnich! starań o przywrócenie na swoje miejsce, ściągniętej z klubowego budynku tablicy z nazwą „Bocheński Klub Sportowy”. Ciągłe kłopoty ze swobodnym dostępem do jedynego w Bochni boiska piłkarskiego – często o tym, czy na bocheńskim stadionie odbędzie się trening lub nawet mecz, decydują nie względy czysto sportowe, lecz „widzimisię” zwykłego , ale z MOSiR-u, pracownika gospodarczego obiektu. Gdyby to było podyktowane troską o stan płyty, to można by jeszcze zrozumieć, lecz z całą odpowiedzialnością mogę powiedzieć, iż pieniądze wydane parę lat temu na remont płyty zostały wyrzucone w błoto (dosłownie! ). Fatalny – w porównaniu do tej wyremontowanej – stan nawierzchni stadionu, nierównej, dziurawej, obsianej koniczyną!!! płyty, potwierdził przedstawiciel PZPN-u, pozbawiając tym samym Bochnię możliwości bycia gospodarzem międzypaństwowego meczu drużyn młodzieżowych Polski i Węgier.
Pozbawiony nie tylko majątku, ale i możliwości współdecydowania o korzystaniu z bazy sportowej Klub spychany jest do roli lekceważonego petenta, którego jednak bezwzględnie rozlicza się z ciągle niezadowalających wyników, zostawiając problemy, z którymi boryka się Klub, na barkach kilku, de facto przypadkowych ludzi, którzy kierowani dobrą wolą nieopatrznie zgodzili się pracować społecznie na rzecz tego Klubu. CDN. (jzawada)
